- Boże, znowu ty. - burczę i wyłączam czerwone gówno, które rano nie daje ludziom spać. Opadam ponownie na poduszkę i wzdycham. Drzwi od mojego pokoju uchylają się i widzę mojego brata, jak zwykle uśmiechniętego. Ja nie wiem, co z nim nie tak. Jase informuje mnie o śniadaniu i każę się pośpieszyć bo inaczej czeka mnie jazda zatłoczonym autobusem.
Siadam na łóżku i przecieram oczy, rozciągając się. Poranne wstawanie nie jest dla mnie, a to dopiero początek roku. Zerkam na telefon. 7:0o, mam jeszcze godzinę do zajęć. Powolnym krokiem ruszam w stronę szafy, zastanawiając się co na siebie włożyć. Przez okno przebijają się lekkie promyki słońca przez co zdaje się być ciepło, jak na wrzesień.
Koło szafy nadal leżą ubrania, później się nimi zajmę. Kieruję się w stronę łazienki. Wchodzę do środka i zamykam za sobą drzwi, ściągam z siebie spodenki i koszulkę oraz bieliznę i wrzucam wszystko do kosza na pranie po czym wchodzę pod prysznic, upewniając się, że drzwi są zakluczone i Jason tu nie wejdzie. Niby ma swoją łazienkę ale tak dla pewności, zamykam je. Po chwili strumienie wody zaczynają lecieć kaskadą a ja rozkoszuję się chwilą, chwytam żel i wcieram go w siebie, następnie dokładnie spłukując. Otwieram prysznic i wychylam głowę, chcąc zobaczyć gdzie jest ręcznik. Wyciągam rękę i po chwili puszysty materiał owinięty jest wokół mnie. Wychodzę, podchodząc od razu do lustra. Patrzę na moją twarz nie jest tak źle, choć mogłoby być lepiej. Burczę i nadal owinięta w ręcznik idę do pokoju. Na łóżku leży przygotowany wcześniej zestaw ubrań. Wyciągam jeszcze z komody czerwony koronkowy stanik oraz dopasowane do tego figi, puszczam ręcznik który zsuwa się po moim ciele i zakładam bieliznę a na to wybrane ciuchy.
Wracam do łazienki, odwieszam ręcznik i ponownie podchodzę do lustra, robię delikatny makijaż a włosy wiąże w niedbałego koka, wypuszczając kilka kosmyków. Psikam się perfumą i wychodzę z łazienki, kierując się na dół. Po drodze chwytam swoją czarną torebkę.
Jason siedzi w kuchni, jedząc tosty zapatrzony w telefon. Siadam na przeciwnym krześle i zabieram się za miskę moich płatków czekoladowych.
***
- Do zobaczenia później, Lil! - krzyczy Jase odchodząc w stronę swoich przyjaciół podczas gdy ja idę przez parking w stronę machającej blondynki.
- Hej laska! - Hailee uśmiecha się i przytula mnie.
- Hej, hej. Skąd u Ciebie taki entuzjazm? - wysunęłam dolną wargę. Ta dziewczyna ciągle ma dobry humor. Jest szkoła, wtorek, do weekendu daleko a ona cieszy się jakby wygrała milion w teleturnieju.
Dziewczyna wzrusza ramionami i chichocze.
- Teraz mamy matematykę, H. -wzdycham na co dziewczyna wypuszcza powietrze i patrzy na mnie z miną "serio?", marszcząc brwi.
- Musiałaś popsuć mi humor? - burczy, po czym chwyta mnie pod ramię i ruszamy w stronę schodów wejściowych.
- Oh no, lepiej żebym to ja psuła Ci humor niż ta nadęta lala -kiwam głową w stronę długo- nogiej brunetki która najwyraźniej zmierza w naszym kierunku.
Blondynka patrzy w stronę którą pokazuje, posyłając Alexis złowrogie spojrzenie.
Tamta tylko, przechodzi obok nas zarzucając swoimi włosami.
- Suka! - syknęła Hailey odwracając się w stronę swojej szafki.
- Czemu te laski się z nią przyjaźnią? - Pytam wkładając do torby, książkę od matematyki.
- Bo chcą być popularne - wzrusza ramionami - Albo ona je czymś szantażuje. Alexis to podła świnia. - mówi a ja słyszę w jej głosie jad.
Kręcę głową z niedowierzania i wraz z przyjaciółką idę pod klasę. Nauczycielki jeszcze nie ma, co jest dziwne bo dzwonek zadzwonił 5 minut temu a ona nigdy się nie spóźnia.
Stoimy obok okna, wraz z resztą klasy.
- Hej dziewczyny - Luke podchodzi do nas z uśmiechem. Kolejny? Co z nim nie tak?
- O cholera! - pisnęła blondynka, przez co popatrzyłam na nią. - zostawiłam..ee.. piórnik! tak piórnik w szafce, zaraz wracam. - mówi, po czym znika za rogiem. Zostawiła mnie samą z nim.
- Cześć Luke - zaczęłam, uśmiechając się do niego.
Justin POV
- Misiu! - cholera, ten piskliwy głos może należeć tylko do jednej osoby.
- Kochanie! - przewracam oczami po czym odwracam się i oczywiście widzę moją dziewczynę zmierzającą do mnie. Brunetka ubrana w skąpą koszulę i obciskającą spódniczkę, obejmuje mnie ramionami i już po chwili brutalnie się całujemy na środku korytarza. Ta mała suka, jest mi potrzebna tylko do jednego. - Cholera, mała - wychrypiałem do jej ucha, składając pocałunki na jej szyi.
- Justin..- pisnęła, gdy zagryzłem skórę na jej ramieniu, po czym odsunęła się i pociągnęła mnie w stronę schowka woźnego. Zamknęła drzwi i znowu przycisnęła usta do moich. Panie i panowie, tak to się robi. Nie zwlekając podciągnąłem jej spódniczkę w górę zsuwając swoje spodnie wraz z bokserkami w dół. Nie musiałem trudzić się ze ściągnięciem majtek, ponieważ Alexis nigdy ich nie zakłada. Podniosłem ją a ta objęła mnie nogami w pasie i już po chwili mój kutas pieprzył jej dziwkarską cipkę.
***
-Było cudownie - brunetka oblizała usta, wsuwając na siebie swoją obcisłą spódnicę.
- Tak, tak - posłałem jej jeden z tych fałszywych uśmiechów, po czym razem wyszliśmy ze schowka. Dziewczyna oczywiście splotła nasze palce i udaliśmy się w stronę sali matematycznej. Było 20 minut po dzwonku, gdy otworzyliśmy klasę.
- Przepraszamy za spóźnienie, pani.. - nie zdążyła dokończyć, gdyż nauczycielka przerwała jej ze złością w oczach.
- Usiądźcie i nie przeszkadzajcie, na przerwie porozmawiamy.
Alexis burknęła coś pod nosem i usiadła razem z jedną z tych swoich piskliwych przyjaciółeczek a ja udałem się do ławki, którą dzielę z Lukiem.
Lily POV
- Przepraszamy za spóźnienie, pani.. - słyszę piskliwy głos, który po chwili zostaję uciszony przez zdenerwowaną nauczycielkę. Podnoszę wzrok znad zeszytu i widzę Butler wraz z White'm. Dziewczyna ma rozpięte górne guziki od koszuli i lekko potargane włosy. Już wiadomo co chwilę wcześniej między tą dwójką musiało się wydarzyć. Przewracam oczami.
- Oni są obleśni - słyszę zirytowany głos Hailee i odwracam wzrok w jej stronę.
- Dziwka i dziwkarz, idealna para - chichoczę po czym powracam do zadania z kartki.
Blondynka parska śmiechem i tak ja jak wraca do poprzedniej czynności.
Po 30 minutach wreszcie słyszymy upragniony dzwonek i podrywamy się z miejsc, ruszając do wyjścia. Wcześniej odkładając kartki na biurko matematyczki.
***
- Ja już mam dość - burczy Hailey, gdy 2 lekcje później wsuwa na siebie szare spodenki.
- Oh, gdzie się podział twój entuzjazm? - trącam ją ramieniem, już przebrana na 2 godziny wf-u.
- Zamknij się - siada na ławce, zawiązując swoje czarne vansy a ja śmieję się pod nosem, podchodząc do lustra. Wyciągam z torebki szczotkę, przeczesując swoje długie włosy i związując je w kucyka. Mój kok szybko by się rozwalił. Blondynka również wiąże włosy w wysoką kitkę i już po chwili, wychodzimy z szatni ruszając na boisko.
- Widzę, że już wszyscy są - 10 minut później słyszymy głos w-fisty. - Sprawdzę obecność i zaczynamy rozgrzewkę. - mówi donośnym głosem a echo rozchodzi się po sali.
Zaczyna kolejno wyczytywać nazwiska i o dziwo, tym razem White i Butler się nie spóźnili. Oh, czyżby poranny sex wystarczył im na cały dzień? - Dobrze, a teraz na co czekacie, biegamy! - w-fista klaszcze w dłonie, słysząc niezadowolenie klasy. - 4 kółka i gramy, jedziecie!
- Chodź laska - Hailee trąca moje ramię i ruszamy biegiem dokoła boiska. Chcąc mieć to już za sobą przyspieszam, przez co blondynka, krzyczy za mną bym zaczekała. Ktoś tu ma słabą kondycję, zwalniam tempo, biegnąc teraz truchtem i czekając na dziewczynę.
- Cholera, wyskoczyłaś jak torpeda! - wymówiła na jednym oddechu, zaśmiałam się nadal biegnąc.
- Chcę to skończyć jak najszybciej - wzruszam ramionami, patrząc przed siebie. Przed nami biegnie Alexis wraz ze swoją grupką podopiecznych czytaj przyjaciółek. Wywracam oczami, widząc jej skąpy strój. Czy ta dziewczyna nawet na wf musi pokazywać, że jest dziwką?
- Boże co za suka - burczy blondynka, a ja chichocze pod nosem.
- Z Ciebie - rzuciła na odczepne Alexis, zarzucając włosami, przez co Hailee posłała jej złowrogie spojrzenie.
- Nie przejmuj się nią - mówię, biegnąc obok przyjaciółki.
- Przepraszam - rzucił White, który przebiegł obok z tym swoim perfidnym uśmieszkiem, trącając mnie ramieniem. Ugh, kolejny dziwkarz.
- Ja pierdole - H. wywraca oczami - tak w ogóle jak randka z Lukiem? - szturcha mnie łokciem.
- Jaka randka? - udałam zdziwienie, spoglądając na nią.
- Oh, nie udawaj! Luke wszystko mi powiedział - zagruchała, chciałam coś odpowiedzieć ale gwizdek mi to uniemożliwił i na moje szczęście uratował przed ciekawską przyjaciółką. Podeszliśmy do nauczyciela, zatrzymując się obok trybun.
- Zagramy w koszykówkę! - mówi trener, dobierając nas w drużyny. Po chwili mamy wybrany skład i stajemy na środku boiska, w mojej drużynie jest Hailee, Luke, Mike i Harry. A w drużynie Alexis jest Justin, Matty, Carrie i Julie. - Chłopcy na środek! - oznajmia trener, a Luke i Justin stają przed nim wyciągając ręce w górę, słychać gwizdek i piłka zostaje wyrzucona w górę, Luke wyskakuje pierwszy i zręcznie podaje piłkę Mike'owi. Ten łapie ją i zaczyna kozłować, ruszając biegiem w stronę przeciwnego kosza, zanim Justin zdąży do niego dobiegnąć Mike wykonuje dwutakt i piłka ląduje w koszu, dając nam 2 punkty.
- Gdzie obrona?! - krzyczy zdenerwowany White w stronę Alexis i Julie. Tamte nie przejmują się jego wybuchem, nadal spacerując po boisku.
Po gwizdku, Justin staje z boku, rzucając piłkę w stronę Mattiego. Ten przyjmuje, kozłując i rozglądając się po sali, po chwili podaje do Carrie. Dziewczyna odbiera, a gdy próbuję rzucić do kosza, Hailee zabiera jej piłkę podając mi. Cholera, nie spodziewałam się tego przez co jestem w lekkim szoku.
- Lily, podaj! - słyszę głos Luka, który wyciąga ręce w moją stronę. Opamiętuje się i zaczynam biec w stronę kosza przeciwnej drużyny, zręcznie wymijając sukę i jej przyjaciółkę.
- Alexis zabierz jej tą pieprzoną piłkę! - słyszę Justina przez co przyspieszam, nadal kozłując.
- Dziewczyny grajcie! - głos nauczyciela roznosi się echem po boisku. - No ruchy! - klaszcze w dłonie.
Chwile później, jest już 14 do 10, wygrywamy ale do końca meczu zostało jeszcze 4 minuty. Teraz wszystko się może zdarzyć. Piłka była w rękach Hailee, która jak najszybciej próbowała dobiec do przeciwnego kosza, widząc zmierzającego w jej stronę Justina przyspieszyłam kroku, szybko go blokując.
- Oh, kochanie - uśmiechnął się szeroko, oblizując usta. Z oddali zauważyłam Luka, nie był zbytnio zadowolony widząc White'a w pobliżu mnie, ale to mnie w tym momencie nie obchodziło, musiałam odwrócić uwagę Justina, aby Hailee mogła trafić do kosza bez żadnych problemów. Tak jak myślałam, dziewczyna bez problemu zrobiła dwutakt i chwilę później piłka wylądowała w koszu. Podbiegłam do niej i przybiłyśmy sobie piątkę.
- To był najlepszy plan! -pisnęła Hailee, na co ja pokiwałam głową i zaśmiałam się, zostały 2 minuty do końca. Było 16 do 10 i już mieliśmy wygraną w kieszeni.
- Matty podaj mi! - rzucił wściekle White, a Matty ustawił się z boku ściany i tak jak myślałam podał do Carrie aby zrobić zmyłkę. Ruszyłam w jej stronę a ta szybko rzuciła piłkę w stronę Justin'a. Chłopak zręcznie odebrał, po czym biegiem udał się w stronę kosza, był zagrodzony przez co rzucił piłkę z oddali, trafiając. CHOLERA. Rzut za 3 punkty. Uśmiechnął się zwycięsko, oczywiście nie na długo, bo kilka sekund po jego trafieniu usłyszeliśmy gwizd.
- Wygraliśmy! - pisnęłam, rzucając się w ramiona Luka, który stał obok mnie. Chłopak zaśmiał się i obkręcił mnie wokół własnej osi.
- To dzięki Tobie i tej akcji z Whitem - mruknął z uśmiechem i postawił mnie przed sobą, nadal trzymając mnie za biodra. Zarumieniłam się lekko przez jego natarczywe spojrzenie.
- To była dobra gra! - krzyknął wf-ista z uśmiechem na twarzy, przez co odwróciliśmy się w jego stronę, po chwili słysząc dzwonek. - Dobrze, możecie iść! - odezwał się, a my zaczęliśmy wychodzić z sali.
- Co to było? - trąciła mnie blondynka, kiedy chwilę później wchodziliśmy do szatni.
- Co masz na myśli? - spytałam zdezorientowana, marszcząc brwi.
- No ty i Luke - poruszała brwiami, przez co zagryzłam dolną wargę.
- To był taki.. przyjacielski uścisk - wzruszyłam ramionami, szybko znikając za drzwiami łazienki, chcąc uniknąć dalszych pytań. Sama nie wiem co to było. Impuls? Pokręciłam głową, bijąc się ze swoimi myślami. Mam za dużo na głowie, to wszystko dzieję się za szybko. No bo byłam z chłopakiem raz na randce, a już rzucam mu się w ramiona i patrzymy na siebie jak by świata poza nami nie było. To dziwne? Nie wiem.
- Laska ruszaj się, musimy zająć miejsce na stołówce! - słyszę głos przyjaciółki i dopiero po chwili zdaję sobie sprawę, że przez 10 minut stałam w kiblu rozmyślając o Luku. Co jest ze mną?
- Już już! - odzywam się zapinając guzik moich spodni. 5 minut później wychodzę z kabiny.
- No ile można? - blondynka opiera się o ścianę, podczas gdy ja podchodzę do lustra, poprawiając makijaż i wiążę ponownie włosy w niedbałego koka.
- Oh no przestań i chodź już - wrzucam szczotkę ponownie do torby i ciągnę przyjaciółkę w stronę stołówki.
- Boże co za suka - burczy blondynka, a ja chichocze pod nosem.
- Z Ciebie - rzuciła na odczepne Alexis, zarzucając włosami, przez co Hailee posłała jej złowrogie spojrzenie.
- Nie przejmuj się nią - mówię, biegnąc obok przyjaciółki.
- Przepraszam - rzucił White, który przebiegł obok z tym swoim perfidnym uśmieszkiem, trącając mnie ramieniem. Ugh, kolejny dziwkarz.
- Ja pierdole - H. wywraca oczami - tak w ogóle jak randka z Lukiem? - szturcha mnie łokciem.
- Jaka randka? - udałam zdziwienie, spoglądając na nią.
- Oh, nie udawaj! Luke wszystko mi powiedział - zagruchała, chciałam coś odpowiedzieć ale gwizdek mi to uniemożliwił i na moje szczęście uratował przed ciekawską przyjaciółką. Podeszliśmy do nauczyciela, zatrzymując się obok trybun.
- Zagramy w koszykówkę! - mówi trener, dobierając nas w drużyny. Po chwili mamy wybrany skład i stajemy na środku boiska, w mojej drużynie jest Hailee, Luke, Mike i Harry. A w drużynie Alexis jest Justin, Matty, Carrie i Julie. - Chłopcy na środek! - oznajmia trener, a Luke i Justin stają przed nim wyciągając ręce w górę, słychać gwizdek i piłka zostaje wyrzucona w górę, Luke wyskakuje pierwszy i zręcznie podaje piłkę Mike'owi. Ten łapie ją i zaczyna kozłować, ruszając biegiem w stronę przeciwnego kosza, zanim Justin zdąży do niego dobiegnąć Mike wykonuje dwutakt i piłka ląduje w koszu, dając nam 2 punkty.
- Gdzie obrona?! - krzyczy zdenerwowany White w stronę Alexis i Julie. Tamte nie przejmują się jego wybuchem, nadal spacerując po boisku.
Po gwizdku, Justin staje z boku, rzucając piłkę w stronę Mattiego. Ten przyjmuje, kozłując i rozglądając się po sali, po chwili podaje do Carrie. Dziewczyna odbiera, a gdy próbuję rzucić do kosza, Hailee zabiera jej piłkę podając mi. Cholera, nie spodziewałam się tego przez co jestem w lekkim szoku.
- Lily, podaj! - słyszę głos Luka, który wyciąga ręce w moją stronę. Opamiętuje się i zaczynam biec w stronę kosza przeciwnej drużyny, zręcznie wymijając sukę i jej przyjaciółkę.
- Alexis zabierz jej tą pieprzoną piłkę! - słyszę Justina przez co przyspieszam, nadal kozłując.
- Dziewczyny grajcie! - głos nauczyciela roznosi się echem po boisku. - No ruchy! - klaszcze w dłonie.
Chwile później, jest już 14 do 10, wygrywamy ale do końca meczu zostało jeszcze 4 minuty. Teraz wszystko się może zdarzyć. Piłka była w rękach Hailee, która jak najszybciej próbowała dobiec do przeciwnego kosza, widząc zmierzającego w jej stronę Justina przyspieszyłam kroku, szybko go blokując.
- Oh, kochanie - uśmiechnął się szeroko, oblizując usta. Z oddali zauważyłam Luka, nie był zbytnio zadowolony widząc White'a w pobliżu mnie, ale to mnie w tym momencie nie obchodziło, musiałam odwrócić uwagę Justina, aby Hailee mogła trafić do kosza bez żadnych problemów. Tak jak myślałam, dziewczyna bez problemu zrobiła dwutakt i chwilę później piłka wylądowała w koszu. Podbiegłam do niej i przybiłyśmy sobie piątkę.
- To był najlepszy plan! -pisnęła Hailee, na co ja pokiwałam głową i zaśmiałam się, zostały 2 minuty do końca. Było 16 do 10 i już mieliśmy wygraną w kieszeni.
- Matty podaj mi! - rzucił wściekle White, a Matty ustawił się z boku ściany i tak jak myślałam podał do Carrie aby zrobić zmyłkę. Ruszyłam w jej stronę a ta szybko rzuciła piłkę w stronę Justin'a. Chłopak zręcznie odebrał, po czym biegiem udał się w stronę kosza, był zagrodzony przez co rzucił piłkę z oddali, trafiając. CHOLERA. Rzut za 3 punkty. Uśmiechnął się zwycięsko, oczywiście nie na długo, bo kilka sekund po jego trafieniu usłyszeliśmy gwizd.
- Wygraliśmy! - pisnęłam, rzucając się w ramiona Luka, który stał obok mnie. Chłopak zaśmiał się i obkręcił mnie wokół własnej osi.
- To dzięki Tobie i tej akcji z Whitem - mruknął z uśmiechem i postawił mnie przed sobą, nadal trzymając mnie za biodra. Zarumieniłam się lekko przez jego natarczywe spojrzenie.
- To była dobra gra! - krzyknął wf-ista z uśmiechem na twarzy, przez co odwróciliśmy się w jego stronę, po chwili słysząc dzwonek. - Dobrze, możecie iść! - odezwał się, a my zaczęliśmy wychodzić z sali.
- Co to było? - trąciła mnie blondynka, kiedy chwilę później wchodziliśmy do szatni.
- Co masz na myśli? - spytałam zdezorientowana, marszcząc brwi.
- No ty i Luke - poruszała brwiami, przez co zagryzłam dolną wargę.
- To był taki.. przyjacielski uścisk - wzruszyłam ramionami, szybko znikając za drzwiami łazienki, chcąc uniknąć dalszych pytań. Sama nie wiem co to było. Impuls? Pokręciłam głową, bijąc się ze swoimi myślami. Mam za dużo na głowie, to wszystko dzieję się za szybko. No bo byłam z chłopakiem raz na randce, a już rzucam mu się w ramiona i patrzymy na siebie jak by świata poza nami nie było. To dziwne? Nie wiem.
- Laska ruszaj się, musimy zająć miejsce na stołówce! - słyszę głos przyjaciółki i dopiero po chwili zdaję sobie sprawę, że przez 10 minut stałam w kiblu rozmyślając o Luku. Co jest ze mną?
- Już już! - odzywam się zapinając guzik moich spodni. 5 minut później wychodzę z kabiny.
- No ile można? - blondynka opiera się o ścianę, podczas gdy ja podchodzę do lustra, poprawiając makijaż i wiążę ponownie włosy w niedbałego koka.
- Oh no przestań i chodź już - wrzucam szczotkę ponownie do torby i ciągnę przyjaciółkę w stronę stołówki.