środa, 11 lutego 2015

Chapter Four

Luke POV

- Zawsze musisz wszystko spierdolić?! - rzucam mu złowrogie spojrzenie, przeczesując z frustracji włosy ręką.
- Oh sory stary - burczy Justin - Zależy ci na niej? - marszczy brew.
- Mówiłem, nie twoja kurwa sprawa - po raz kolejny unoszę głos.
- Boże uspokój się! 
- Daj mi kurwa spokój - wymijam go i ruszam w stronę domu.
- LUKE - słyszę za plecami, ale ignoruje go. Po raz kolejny udało mu się wszystko spieprzyć.
- Cholera! - uderzam pięścią w drzewo przez co na moich kostkach powstają zadrapania i lekko sączy się krew. Wzdycham. - Kurwa mać
Czuję wibrację w kieszeni, przez co wsuwam rękę do środka i sprawdzam, kto znowu coś ode mnie chcę. Odblokowuję telefon, a na wyświetlaczu wyskakuje zdjęcie blondynki.

Od: Hailee  
Do: Luke
 Jak tam z Lily ? ^^

Uśmiecham się pod nosem, a w głowie przelatuję mi kilka obrazów związanych z dziewczyną.

Do: Hailee
Od: Luke
White wszystko zjebał... znowu(:

Nie mija nawet minuta, a ja znów czuję wibrację.

Od: Hailee
Do: Luke   
Zajebie tego skurwysyna własnymi rękami.

Śmieję się i  otwieram drzwi do domu.
- Mamo! - krzyczę ściągając buty - Wróciłem.
 Po chwili w korytarzu stoi moja rodzicielka, wycierająca ręce w ścierkę.
- Luke synku, jak spotkanie?  - pyta patrząc na mnie.
- Beznadziejnie - wzdycham.
- Czyżby znowu Justin? - unosi brew.
Kiwam głową. - Yeah.. pójdę do siebie.
- Będzie dobrze słoneczko - przytula mnie i całuję w czoło. - Zaraz przyniosę Ci kanapki.
- Dziękuję mamo, Kocham Cię - uśmiecham się i ruszam po schodach na górę.

Do: Hailee
Od: Luke
Woah mała, spokojnie.

Klikam wyślij i otwieram drzwi do swojego pokoju. Wskakuję na łóżko, biorąc na kolana laptopa. Odruchowo wchodzę na Facebooka. Nazwijcie mnie głupim ale czuję potrzebę przeproszenia Lily. Sprawdzam chat i dostępne osoby, zauważam jej nazwisko po czym uśmiecham się i klikam w nazwę.

Luke Wright: Hej Lily.. Chciałbym Cię przeprosić trochę głupio wyszło.

Czytam to 5 razy i klikam Enter. Przeglądam tablicę, laska z cyckami na wierzchu, słit fotka w lusterku, dzióbek. Boże, przewracam oczami. Jadę niżej, gdy słyszę dźwięk charakterystyczny dla nowych wiadomości na Facebooku. Uśmiecham się wiedząc, że odpisała.

Lily Wood: Hej Luke:) Nie masz za co przepraszać, to przecież nie twoja wina.

Cholera, dobrze widziałem że się wkurwiła a mimo to zaprzecza i mówi że jest w porządku.

Luke Wright: Będę bo ten dupek wszystko spieprzył -.-

Klikam Enter gdy słyszę pukanie do mojego pokoju.
- Proszę - mówię a do środka wchodzi moja mama z tacą na której są kanapki i ciepła herbata.
- O cholera, dziękuję mamuś - daje jej całusa w policzek.
- Słownictwo!
- Oh przepraszam - burczę.
- Z kim tam piszesz? - uśmiecha się.
- Z Lily - spuszczam wzrok, nie chcąc żeby zobaczyła mój lekki rumieniec.
Kurwa ona naprawdę mi się podoba? 
Moja mama się śmieje i wychodzi z pokoju. Zauważam że odpisała.

Lily Wood: Luke daj spokój, jest okay.

Oh, stwierdzam że Luke zabujał się w Lily. Cholera.

Lily POV

- Tak Hailee, pisze z Lukiem - chichoczę gdy blondynka z którą rozmawiam przez telefon wypytuje mnie o dziś.
- Jak było? - pyta a ja mogę wyczuć, że szeroko się uśmiecha.
- Naprawdę fajnie, dopóki ten idiota niczego nie zniszczył - wzdycham i zauważam nową wiadomość.

Luke Wright: Niech Ci będzie ;) Ale jak następnym razem znowu coś zepsuje, za jaja go powieszę ^^ 

Wybucham śmiechem.
- Oh co ci twój Romeo napisał? - dopytuje dziewczyna. 
Czytam jej wiadomość od chłopaka a ta zaczyna się śmiać.
- Cały Luke. O cholera! - piszczy mi do telefonu a ja odsuwam urządzenie aby nie ogłuchnąć. 
- Co? - pytam zdziwiona i odpisuję chłopakowi.

Lily Wood: A skąd wiesz że będzie następny raz ? Przy okazji, ah te twoje plany, boję się xd

Klikam Enter i poprawiam telefon słuchając blondynki.
- KURWA.MAĆ.ON.DO.MNIE.NAPISAŁ! - mówi na jednym wydechu 
- Kto? - pytam zaciekawiona.
- ON - piszczy 
- Kurwa Hailee, moje ucho! - ponownie odsuwam telefon.
- Ja pierdole Lil duszę się 
- Spokojnie - śmieję się.

Luke Wright:  Oh, a nie będzie? :( Spokojnie, Tobie nic nie grozi.

Uśmiecham się jak głupia do ekranu.

Lily Wood: A nie wiem, nie wiem ;D Czuję ten zaszczyt!

- Nie mogę być spokojna o boże!
Zaśmiałam się słysząc jej reakcję.
- Dowiem się w końcu o kim mówisz? - chichoczę.
- No ten chłopak -  próbuję złapać normalny oddech - siedział z nami na stołówce, obok ciebie.
- Ahh, ten hm.. Mike? - pytam i czytam wiadomość od Luka.

Luke Wright: Haha xd Ładnym dziewczynkom nic nie robię ^^

Śmieje się cicho.
- Tak ten!  - piszczy - Jezu Lil!
- Hailee! - upominam ją.
- Przepraszam ale on zaprosił mnie na randkę! - krzyczy a ja piszczę razem z nią,
- O cholera! 
- Tak jezu muszę iść omg Kocham Cię, pa! - mówi na jednym wydechu a ja nawet nie zdążam jej odpowiedzieć bo się rozłącza. 
Śmieje się - wariatka - mruczę do siebie.

Lily Wood: Ahh, o boże zgłodniałam ;-;

Słyszę burczenie w brzuchu.

Luke Wright: Mam pomysł, tylko się zgódź.

Wczytuję się w wiadomość próbując zrozumieć co ma na myśli.

Lily Wood: Nie lubię niespodzianek, powiedz o co chodzi.

Luke Wright: Masz 20 min żeby się ubrać będę czekać pod Twoim domem 

Lily Wood: Co? Luke co kombinujesz?

Luke Wright: Po prostu rusz tyłeczek i nie pytaj ;* Do zobaczenia za 20 minut.

-Ugh - burczę i zamykam laptopa. Zapewne gdzieś pójdziemy, ale gdzie? 
Cholera co za chłopak.
- Nie wiem co ubrać - fuczę siedząc koło sterty ubrań, które wyciągłam z szafy. Po dłuższych rozmyśleniach decyduje się na czarne rurki i kremową bluzkę, na to narzucam skórzaną kurtkę. Wsadzam do kieszeni spodni telefon, biorę portfel i schodzę na dół. Psikam się perfumą i zakładam botki. Chwytam klucze i podchodzę do drzwi.
- Wychodzisz ? - odwracam się i widzę mojego brata.
- Tak - uśmiecham się.
- Z Lukiem? - pyta a ja się rumienię.
- Nie, z Hailee - burczę.
- Oh to dlatego chłopak czeka koło auta, przed domem? - chichocze.
- Zamknij się - rzucam i wychodzę. Luke faktycznie stoi obok auta, oblizuję usta i lustruję go wzrokiem. Ma na sobie szarą bluzę z kapturem, czarne obniżone w kroku spodnie i supry.  Podchodzę bliżej i czuję zapach jego perfum. 
- Co wykombinowałeś? - pytam zagryzając wargę.
- Zobaczysz - otwiera drzwi od strony pasażera a ja wsuwam się na miejsce. Obchodzi auto i siada za kierownicą.
- To randka? - palnęłam w duchu przeklinając się za to - To znaczy.. - próbuje się wytłumaczyć a on przerywa.
- Tak to randka - przekręca kluczyk w stacyjce i rusza drogą w wybrane przez siebie miejsce.
  


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz