niedziela, 18 stycznia 2015

Chapter Two

Odwracam się, blondynka z krótkimi włosami podchodzi do mnie.
- Tak? - pytam zerkając na nią.
- Jestem Hailey, ale możesz mówić mi Hailee. - uśmiecha się i patrzy na mnie, nie rozumiem o co jej chodzi ale z grzeczności przedstawiam się i odpowiadam uśmiechem.
- Wiesz.. - zaczyna a ja uważnie się jej przypatruję - skoro jesteś nowa, pomyślałam że mogę ci pomóc. Oprowadzę cię po szkole czy coś.
- Naprawdę?- nie dowierzam, nie sądziłam że poznam kogoś pierwszego dnia.
- Tak - posyła mi promienny uśmiech - To jak? Idziemy?
Kiwam entuzjastycznie głową i podążam obok niej. Hailey opowiada mi o sobie. Też była kiedyś nowa, niestety nie miała takiego szczęścia jak ja, musiała sama sobie radzić.
- Tu możesz zostawiać książki - mówi gdy zatrzymujemy się przy niebieskich szafkach. - Gdzieś na planie powinien być numer twojej - spoglądam na kartkę i rzeczywiście w prawym górnym rogu pisze: numerek szafki - 58
- 58 - mówię na głos i razem z blondynką szukamy odpowiedniej.
- To w sumie niedaleko mojej - stwierdza i idziemy dalej. Dziewczyna kolejno pokazuje mi bibliotekę, sale komputerową, sale gimnastyczną, szatnię, pokój sprzątaczek, łazienki itp.
Dzwoni dzwonek i idę do klasy razem z nowo poznaną dziewczyną. White nadal siedzi w tyle, razem z jakimś chłopakiem, nie widziałam go na poprzedniej lekcji. Pytam Hailey, kto to.
- Pewnie Luke Wright, najlepszy przyjaciel Justina. - odpowiada nawet nie patrząc w tył. 
- Justina? - marszczę brwi, pierwszy raz słyszę to imię.
- Justin to White - przewraca oczami.
- Mhm - mruczę. 
Lekcja mija dość szybko, podobnie jak kolejna. Blondynka stwierdza, że pora na drugie śniadanie, więc razem z nią zmierzam do stołówki. Prowadzi mnie do stolika, przy którym widzę 3 chłopaków i 2 dziewczyny. 
- To Lily - mówi a ja z pewnością się rumienie, bo czuję ciepło na policzkach.
- Hej - mówię krótko i siadam obok Hailey i jakiegoś chłopaka. 
Kolejno mi się przedstawiają, i tak poznaję Carrie, Hope, Mattiego, Mike'a i Harrego. 
Czuję na sobie czyjeś spojrzenie, odwracam się i widzę przyjaciela Justina który patrzy wprost na mnie, znowu się czerwienię.
- Coś mi się wydaję, że wpadłaś mu w oko - blondynka szturcha mnie w ramię i powracam do rzeczywistości.
- Nawet go nie znam i on mnie też - chwytam jabłko z tacy leżącej na stoliku i wgryzam się w nie.
- Oh Lil, to widać- dodaję Carrie.
- Dajcie spokój - burczę.
Dzwoni dzwonek i wszyscy wstajemy. Harry Mike i Hope idą z nami, a Carrie i Matty ruszają w przeciwną stronę, trzymając się za rękę. Oh, słodko razem wyglądają.  45 minut z panią Beth Moor mija szybko i już jest przerwa. Pani Moor jest nauczycielką biologii i chemii.
- Lily chodźmy do szafek - mówi Hailey i ruszam z nią w wybrane miejsce. 
- Jeszcze 2 lekcje i koniec - mówię entuzjastycznie bo myśl, że za 90 minut będę w domu, pod kołdrą i z ciepła herbatą poprawia mi humor, zwłaszcza gdy widzę pogodę za oknem. 
- Tak, w końcu - uśmiecha się i otwiera swoją szafkę.
- Hej Hailee - słyszę nowy głos i zauważam chłopaka z stołówki. 
- O Luke - mówi dziewczyna.
Cholera on tu idzie, tylko się nie rumień Lil pod żadnym pozorem!- wrzeszczy na mnie moja podświadomość.
Ciemnowłosy podchodzi bliżej i wita się z blondynką.
- Poznaj Lily-mówi dziewczyna, a ja próbuję się nie zarumienić. Chłopak kieruje spojrzenie na mnie.
- Hej Lily, jestem Luke - wyciąga dłoń w moją stronę i uśmiecha się - Miło poznać.
- A ja Lily, mi również - mówię skromnie i ściskam jego dłoń, odwzajemniając uśmiech. Czuję silny uścisk.
- Dokąd idziecie?- pyta patrząc na nas.
- Luke, głupku a gdzie możemy iść? - Hailey parska śmiechem i chowa do torebki książkę od historii.
- Ah, no fakt - drapię się po karku, wyciągam swoją książkę i choć chłopak rozmawia z blondynką czuję na sobie jego spojrzenie.
- Luke! Gnojku! - ktoś krzyczy i choć stoję tyłem, wiem do kogo należy głos.
- Po co on tu idzie? - pyta Hailee.
- To mój przyjaciel..- odpowiada ciemnowłosy.
- Ta, Lil choć - ciągnie mnie za rękę w stronę schodów.
- Oh laski przede mną uciekły?- White parska śmiechem.
- Zatkaj mordę - Wright warczy, mówi coś jeszcze ale nie słyszę bo dzwoni dzwonek. Wchodzimy do klasy i pan Muller - nauczyciel historii zaczyna lekcję wykładem na temat II wojny światowej. Po czym karze nam sporządzić notatkę na podstawie tekstu  z podręcznika i oddajemy mu zeszyty. 
45 minut z Rogersem dobiega końca i ruszamy pod następną klasę, teraz mamy w 21. Przerwa mija równie szybko i zanim zdążę się obejrzeć grubsza nauczycielka od polskiego prowadzi lekcję.
- Czy wszyscy przeczytali tekst o który prosiłam ostatnim razem ? - patrzy na wszystkich w klasie - Ehh..- wzdycha - W takim razie otwórzcie na stronie 65 i może hm.. Cleo zacznij czytać.
W klasie panuje cisza i słychać tylko głos dziewczyny. Zerkam na nią, brunetka z włosami do ramion, jest ładna i zgrabna. Po około 5 minutach kończy czytać. 
- Lily o co chodziło w tekście ? - Nauczycielka patrzy na mnie. 
Cholera, nie słuchałam.
- Uh.. - szybko zerkam na tekst i czytam początek - to opowieść o kochankach, którzy nie mogą ze sobą być i potajemnie się spotykają - mówię cicho.
- Tak - potwierdza nauczycielka i tym razem zwraca się do klasy - Zanotujcie zadanie domowe - zadaję wypracowanie na 1,5 strony i mówi, że możemy wyjść. Wypuszcza nas 10 minut przed dzwonkiem. Pakuje książkę i zeszyt, po czym razem z Hailee wychodzę z klasy. Idziemy na podwórko, Jase napisał mi że będzie za 20 minut. Siadam z blondynką na ławce i rozmawiamy, wymieniamy się numerami telefonu i obserwujemy innych ludzi. 
- Hej dziewczyny - Luke siada obok nas - Jesteście złe?
- Nie, po prostu nienawidzę tego skurwiela, patrz co on robi- Mówi Hailee i wskazuje na auto, spoglądam tam i widzę jak White przyciska do maski jakąś dziewczynę.
- Oni się nie całują, tylko liżą jak suka i pies, dosłownie- obleśnie mówi dziewczyna
- Egh - Wright odwraca wzrok od nietypowego widowiska. 
- Pewnie myśli, że jak przeliże się z nią na masce auta, wszyscy będą mu zazdrościć i wgl. a tak naprawdę ta laska zaliczyła wszystkich z tej szkoły- stwierdza.
- Nie wszystkich, ja bym jej nawet kijem nie dotknął - dopowiada Luke a ja parskam śmiechem. 
- Lil - słyszę głos mojego brata 
- O Jase - uśmiecham się - Poznaj Hailee i Luka 
- Siemka wam - mówi - miło mi a teraz mała chodź - rusza w stronę samochodu, a ja przewracam oczami. 
- Już idę - przytulam Hailey na pożegnanie i już mam zamiar iść, lecz widzę Wright'a z wydętą wargą.
- Ze mną się nie pożegnasz? - mówi smutnym głosem a ja podchodzę do niego i nachylając się przytulam go. Hailee chichocze a chłopak obejmuję mnie mocniej, tak że ląduje na jego kolanach. Śmieję się.
- Wow, wow nowe Ci w głowie? - słyszę White'a i wyrywam się z silnego uścisku wstając.
- Kurwa czy ty musisz się we wszystko wpierdalać ? - warczy Hailee. 
- Jezu, bro jak możesz się z nią kolegować? - widzę że blondynka próbuje się opanować, żeby nie wybuchnąć.
- Zamknij się, moja sprawa z kim się koleguję - syczy ciemnowłosy.
- To cześć - mówię i ruszam w stronę samochodu, White łapie mnie w talii i przyciąga do siebie. 
- A ja? Ze mną się nie pożegnasz? - oblizuje wargi.







Notka od autora.
Halo! Witam misie, przybywam z nowym rozdziałem.
Troszkę się w nim dzieję:)
Jak sądzicie, co zrobi Lily?
Komentujcie:) i oczywiście, do następnego ~ nobody 

piątek, 16 stycznia 2015

Chapter One

- Cholerny budzik! - krzyczę, uderzając pięścią w dzwoniące czerwone ustrojstwo. Urządzenie z hukiem spada na podłogę.
- Ugh - ignoruję  to i znowu wsuwam się pod cieplutką kołdrę.
- Lily! - słyszę  głos Jasona.
Jase jest moim starszym, wkurwiającym bratem. Nie ma dziewczyny ponieważ jego była stwierdziła, że nie ma sensu być razem skoro się przeprowadzamy.
- Lily bo się spóźnimy! - wchodzi na górę, otwierając drzwi do mojego pokoju.
- Jeszcze 5 minut - mruczę, nasuwając kołdrę na głowę.
- Lilyane Katherine Wood! - krzyczy zdzierając pościel z łóżka.
- Kurwa Jase, nie mów tak do mnie. Wiesz że tego nie lubię! - rzucam w niego poduszką, którą łapie w locie.
-Ta, wiem a teraz chodź na śniadanie mała - mruczy po czym wychodzi z pokoju.
- Ugh! - fuczę powoli zwlekając się z łóżka. Podchodzę do łóżka i wyciągam czystą, koronkową bieliznę. Ruszam do łazienki, zamykam ją następnie rozbierając się do naga wchodzę pod prysznic. Odkręcam kurki i czuję jak gorąca woda spływa strumieniami po moim ciele. Biorę do ręki swój ulubiony żel brzoskwiniowy i zaczynam rozsmarowywać go po ciele, po czym dokładnie spłukuję pianę.
- Lily rusz się! - Jase nadal nie daje spokoju. Zirytowana wychodzę spod prysznica, owijając się puszystym ręcznikiem. Suszę się dokładnie po czym ubieram czarną bokserkę, szarą bluzę i dżinsowe ciemne rurki. Robię delikatny makijaż, chwytam torbę i schodzę na dół.
- No w końcu - mruczy mój brat z nad miski płatek, gdy tylko pojawiam się w kuchni.
- Siedź cicho - prycham w jego stronę i wrzucam do tostera dwie kromki chleba  a z lodówki wyciągam sok i nalewam go do kubka. Widząc, że kromki są gotowe wyciągam je i smaruje nuttellą.
- Masz 10 minut - rzuca i wstaję od stołu.
- Mhm - mruczę, wgryzając się w kanapkę.
Jase bierze kluczyki, narzuca plecak na ramię i wychodzi z domu. Gdy kończę śniadanie, idę do łazienki umyć zęby i psiknąć się ulubionymi perfumami. Następnie ruszam w stronę korytarza, zakładam czarne vansy, biorę torebkę i wychodzę. Widzę brata, który siedzi już w samochodzie czekając na mnie. Siadam w przodzie na miejscu pasażera.
- Oh brawo, w końcu się ruszyłaś - mówi odpalając silnik, po czym odjeżdża z podjazdu. Dopiero teraz zdaję sobie sprawę, że jadę do szkoły. To mój pierwszy dzień. Chyba wypadałoby zacząć od początku? Więc mam na imię Lilyane Wood aczkolwiek nikt się nie zwraca do mnie pełnym imieniem bo tego cholernie nienawidzę. Wolę jak mówią Lily lub Lil. Ale to nie o tym teraz mowa. Pewnie zastanawiacie się dlaczego nowa ? Przeprowadziłam się wraz z bratem do Kanady. Mieszkam jak na razie tylko z nim, mama załatwia sprawy związane z starym domem i tymczasowo mieszka z dziadkiem. A taty po prostu nie ma, zginął w wypadku. Chciałam tu mieszkać żeby zapomnieć, Chicago przypominało mi dawne czasy, co cholernie boli. Wyobraźcie sobie że w ciągu jednego roku spada na was tak wiele, dajecie radę? Nie? No właśnie, zaczynam nowe życie i na swój cel wybrałam Kanadę. 

- Lil - Jase szturcha mnie w ramię i orientuję się, że stoimy na parkingu przed ogromnym budynkiem.
- A więc to tu - myślę, wzdychając.
- Lily wychodzimy - rzuca mój brat otwierając drzwi od swojej strony.
- Tak, tak już - odpinam pas i gramoląc się wychodzę za nim, chwytając  w rękę torebkę.
- Wszystko dobrze? - pyta a ja czuję w jego głosie troskę. Kiwam głową.
- To powodzenia mała, widzimy się po południu. - uśmiecham się lekko i widzę jak znika mi z pola widzenia. Zostaję sama. Powolnym krokiem ruszam tą samą ścieżką co mój brat, kilkunastu nastolatków wlepia we mnie wzrok. Wyciągam telefon i udaję, że coś sprawdzam próbując zignorować ludzi wokół mnie. 
- Hej mała! - słyszę z boku lecz puszczam tą uwagę mimo uszu. Wchodząc do środka rozglądam się za sekretariatem, w którym mam odebrać plan lekcji. Poprawiam torbę, która lekko się zsunęła i idę w głębie korytarza. Po 5 minutach krążenia, udaję mi się znaleźć mój cel. Pukam a miły głos prosi bym weszła do środka.
- Dzień dobry - mówię zauważając za biurkiem brunetkę w okolicach czterdziestki.
- Dzień dobry - odpowiada lekko się uśmiechając - niech zgadnę, jesteś nowa i przyszłaś po plan ?
Kiwam głową, odwzajemniając uśmiech. Kobieta wstaję z krzesła podchodząc do ciemnych szafek, otwiera szufladę i grzebiąc w stertach różnych dokumentów wyciąga plan zajęć.
- Proszę - podchodzi do mnie, wręczając mi świstek papieru. - Gdybyś miała jakieś pytania, wiesz gdzie mnie szukać.
- Dobrze, dziękuję - mówię skromnie i wychodzę. Spoglądam na kartkę, pierwsza lekcja to biologia. Choć mam jeszcze 10 minut ruszam pod salę 36. Wolę być na miejscu przed dzwonkiem. Idąc po schodach znowu czuje na sobie spojrzenia innych, staram się ignorować gapiów co nie za bardzo mi wychodzi. Nie lubię być w centrum uwagi a będąc nową, widocznie jestem. W końcu znajduje się pod salą, dzwoni dzwonek i widzę jak uczniowie przepychają się do swoich sal. Stoję z boku co nie zmienia faktu, że co chwilę ktoś się o mnie obija. Czekam na nauczyciela, telefon wibruje mi w ręku co oznacza że mam nową wiadomość. Odblokowuję go i widzę że przyjaciółka z Chicago piszę. Uśmiecham się jak głupia do ekranu i chcę jej odpisać, lecz ktoś sprawia że urządzenie wypada mi z ręki.
- Mogłabyś się odsunąć, a nie szczerzyć w ten jebany telefon - warczy, schylam się po urządzenie, a gdy podnoszę wzrok zauważam tylko czarny kaptur za rogiem. 
Przyszedł nauczyciel i wchodzimy do środka sali, ja oczywiście na końcu. Rozglądam się i zauważam wolne miejsce na końcu klasy. Idę w tamtym kierunku, po czym zajmuję miejsce. Wyjmuję z torby notatnik i długopis, a gdy zostaję zauważona przez nauczyciela wstaję.
- Jesteś nowa, prawda? - pyta wlepiając we mnie wzrok.
- Tak -odpowiadam.
- Przedstaw się - kontynuuję a ja czuję że lekko się rumienię, przez spojrzenia wszystkich w klasie, które skupiły się na mnie. 
- Nazywam się Lilyane Wood - zaczynam cicho - To mój pierwszy dzień tutaj, wcześniej chodziłam do szkoły w Chicago, do Kanady przeprowadziłam się niedawno - chcę mówić dalej, lecz do klasy wpada ten sam chłopak przez którego spadł mi telefon. 
- Kurwa tylko nie mówcie, że on chodzi do jednej klasy razem ze mną - fuczę w myślach.
- White jak zwykle punktualnie - sarkastycznie zauważa nauczyciel, lecz chłopak zlewa jego wypowiedź i zmierza w moim kierunku.
- To moja ławka- warczy.
Nie wiem co powiedzieć, głos staję mi w gardle. Na moje szczęście nauczyciel ratuje mnie z opresji i mówi żeby chłopak usiadł ze mną i nie robił zamieszania. White wzdycha i zajmuję miejsce.
- Lily chcesz dodać coś jeszcze? - pyta znad dziennika.
- Nie - odpowiadam.
- W takim razie usiądź. - wykonuję jego polecenie, a on zaczyna lekcję.
Patrzę w tablicę próbując cokolwiek zrozumieć. 
- Spóźnialski, może ty nam powiesz co to Biotechnologia i  jaki jest jej podział? - oczy nauczyciela skierowane są na chłopaka, zerkam na niego i doskonale wiem, że nie zna odpowiedzi. Odwraca się w moją stronę i przyłapuje mnie, szybko odwracam wzrok znowu się rumieniąc.
- White wiesz ? - pyta lekko zirytowany pan Johnson.
- Nie wiem - odpowiada ja ja czuję lekki zapach nikotyny. On pali ?
- Jedynka - Chłopak prycha pod nosem i przez resztę lekcji słuchamy wykładu na temat najważniejszych procesów biotechnologicznych. 
W końcu słychać dzwonek, pakuję swoje rzeczy i wychodzę z klasy. Sprawdzam plan - godzina wychowawcza w sali numer 41, ruszam w stronę schodów.
- Hej czekaj! - słyszę za plecami.









Notka od autora.
No i mamy pierwszy rozdział :)
Nie wiele się w nim dzieję, ale takie już są początki. 
Mimo wszystko mam nadzieję, że zbiorę jakieś grono czytelników którym moje bazgroły się spodobają. Nie przedłużając, do następnego ~ nobody 

Charakters and Trailer.



Lilyane Katherine Wood (17) - wraz z bratem przeprowadza się do Kanady. 
Liczy na lepsze życie w nowym mieście. Uważa, że White to dupek.
Przyjaźni się z Hailee i Wrightem.  Siostra Jasona.




 Justin Drew White (17) - szkolny gwiazdor, uważa że każdy powinien 
się mu przyporządkoać, jest w szkolnej elicie bo gra w kosza.
Przyjaciel Wright'a, jest w związku z Alexis Butler.
Z czasem zaczyna coś czuć do Lily.



Luke Wright (17) - najlepszy przyjaciel Justina.Należy do szkolnej elity,
 choć woli przyjaźnić się z Hailee i Lily. Tak jak White gra 
w kosza. Zakochany w Lil.


 Hailey Rose McKing (17) - przyjaciółka Lily, nie ma chłopaka. Podoba jej się 
Mike. Na weekendy dorabia sobie w kawiarni. Tak samo jak Lily nie ma
ojca. Mieszka z babcią. Jest zwariowana i rozgadana.


Jason Wood (19) - brat Lily. Tęskni za swoją byłą dziewczyną. Z czasem poznaje 
nową, dzięki której znowu jest szczęśliwy. Uwielbia grać w 
piłkę nożną. Gra na gitarze i pianinie, o czym wie 
tylko jego siostra, martwi się o Lil.


Alexis Butler (17) - dziewczyna Justin'a. Jest szkolną dziwką, o czym nie wie 
White. Należy do drużyny cheerleaderek, uważa się za królową.
Ma fioła na punkcie mody, również należy do "elity". 
Przyjaźni się z Jasmine i Julie.




Zwiastun:

 

czwartek, 15 stycznia 2015

Prolog.




                                       Niby uśmiechnięta, choć w środku przeżyła wiele. 
W ciągu roku zmarł jej ojciec, zostawił ją chłopak a jej babcia dowiedziała się że ma raka.
Wraz z bratem przeprowadza się do innego miasta.
Czy tu będzie lepiej?
Czy w końcu prawdziwie się uśmiechnie?
A może pozna kogoś, dzięki czemu zapomni o przeszłości a jej serce zabije szybciej?













Notka od autora.
Mamy prolog, choć krótki jak dla mnie na temat.
Mam nadzieję, że kogoś zainteresuje to opowiadanie i zbiorę grono czytelników.
Serdecznie zapraszam do czytania ~ nobody