poniedziałek, 10 sierpnia 2015

Chapter Six

Lily POV

- Boże, znowu ty. - burczę i wyłączam czerwone gówno, które rano nie daje ludziom spać. Opadam ponownie na poduszkę i wzdycham. Drzwi od mojego pokoju uchylają się i widzę mojego brata, jak zwykle uśmiechniętego. Ja nie wiem, co z nim nie tak. Jase informuje mnie o śniadaniu i każę się pośpieszyć bo inaczej czeka mnie jazda zatłoczonym autobusem.
Siadam na łóżku i przecieram oczy, rozciągając się. Poranne wstawanie nie jest dla mnie, a to dopiero początek roku. Zerkam na telefon. 7:0o, mam jeszcze godzinę do zajęć. Powolnym krokiem ruszam w stronę szafy, zastanawiając się co na siebie włożyć. Przez okno przebijają się lekkie promyki słońca przez co zdaje się być ciepło, jak na wrzesień. 
Koło szafy nadal leżą ubrania, później się nimi zajmę. Kieruję się w stronę łazienki. Wchodzę do środka i zamykam za sobą drzwi, ściągam z siebie spodenki i koszulkę oraz bieliznę i wrzucam wszystko do kosza na pranie po czym wchodzę pod prysznic, upewniając się, że drzwi są zakluczone i Jason tu nie wejdzie. Niby ma swoją łazienkę ale tak dla pewności, zamykam je. Po chwili strumienie wody zaczynają lecieć kaskadą a ja rozkoszuję się chwilą, chwytam żel i wcieram go w siebie, następnie dokładnie spłukując. Otwieram prysznic i wychylam głowę, chcąc zobaczyć gdzie jest ręcznik. Wyciągam rękę i po chwili puszysty materiał owinięty jest wokół mnie. Wychodzę, podchodząc od razu do lustra. Patrzę na moją twarz nie jest tak źle, choć mogłoby być lepiej. Burczę i nadal owinięta w ręcznik idę do pokoju. Na łóżku leży przygotowany wcześniej zestaw ubrań. Wyciągam jeszcze z komody czerwony koronkowy stanik oraz dopasowane do tego figi, puszczam ręcznik który zsuwa się po moim ciele i zakładam bieliznę a na to wybrane ciuchy.
Wracam do łazienki, odwieszam ręcznik i ponownie podchodzę do lustra, robię delikatny makijaż a włosy wiąże w niedbałego koka, wypuszczając kilka kosmyków. Psikam się perfumą i wychodzę z łazienki, kierując się na dół. Po drodze chwytam swoją czarną torebkę. 
Jason siedzi w kuchni, jedząc tosty zapatrzony w telefon. Siadam na przeciwnym krześle i zabieram się za miskę moich płatków czekoladowych. 

***

- Do zobaczenia później, Lil! - krzyczy Jase odchodząc w stronę swoich przyjaciół podczas gdy ja idę przez parking w stronę machającej blondynki. 
- Hej laska! - Hailee uśmiecha się i przytula mnie.
- Hej, hej. Skąd u Ciebie taki entuzjazm? - wysunęłam dolną wargę. Ta dziewczyna ciągle ma dobry humor. Jest szkoła, wtorek, do weekendu daleko a ona cieszy się jakby wygrała milion w teleturnieju. 
Dziewczyna wzrusza ramionami i chichocze. 
- Teraz mamy matematykę, H. -wzdycham na co dziewczyna wypuszcza powietrze i patrzy na mnie z miną "serio?", marszcząc brwi.
- Musiałaś popsuć mi humor? - burczy, po czym chwyta mnie pod ramię i ruszamy w stronę schodów wejściowych.  
- Oh no, lepiej żebym to ja psuła Ci humor niż ta nadęta lala -kiwam głową w stronę długo- nogiej brunetki która najwyraźniej zmierza w naszym kierunku. 
Blondynka patrzy w stronę którą pokazuje, posyłając Alexis złowrogie spojrzenie. 
Tamta tylko, przechodzi obok nas zarzucając swoimi włosami.
- Suka! - syknęła Hailey odwracając się w stronę swojej szafki. 
- Czemu te laski się z nią przyjaźnią? - Pytam wkładając do torby, książkę od matematyki. 
- Bo chcą być popularne - wzrusza ramionami - Albo ona je czymś szantażuje. Alexis to podła świnia. - mówi a ja słyszę w jej głosie jad.
Kręcę głową z niedowierzania i wraz z przyjaciółką idę pod klasę. Nauczycielki jeszcze nie ma, co jest dziwne bo dzwonek zadzwonił 5 minut temu a ona nigdy się nie spóźnia.
Stoimy obok okna, wraz z resztą klasy. 
- Hej dziewczyny - Luke podchodzi do nas z uśmiechem. Kolejny? Co z nim nie tak?
- O cholera! - pisnęła blondynka, przez co popatrzyłam na nią. - zostawiłam..ee.. piórnik! tak piórnik w szafce, zaraz wracam. - mówi, po czym znika za rogiem. Zostawiła mnie samą z nim. 
- Cześć Luke - zaczęłam, uśmiechając się do niego.  

Justin POV
  
- Misiu! - cholera, ten piskliwy głos może należeć tylko do jednej osoby. 
- Kochanie! - przewracam oczami po czym odwracam się i oczywiście widzę moją dziewczynę zmierzającą do mnie. Brunetka ubrana w skąpą koszulę i obciskającą spódniczkę, obejmuje mnie ramionami i już po chwili brutalnie się całujemy na środku korytarza. Ta mała suka, jest mi potrzebna tylko do jednego. - Cholera, mała - wychrypiałem do jej ucha, składając pocałunki na jej szyi. 
- Justin..- pisnęła, gdy zagryzłem skórę na jej ramieniu, po czym odsunęła się i pociągnęła mnie w stronę schowka woźnego. Zamknęła drzwi i znowu przycisnęła usta do moich. Panie i panowie, tak to się robi. Nie zwlekając podciągnąłem jej spódniczkę w górę zsuwając swoje spodnie wraz z bokserkami w dół. Nie musiałem trudzić się ze ściągnięciem majtek, ponieważ Alexis nigdy ich nie zakłada. Podniosłem ją a ta objęła mnie nogami w pasie i już po chwili mój kutas pieprzył jej dziwkarską cipkę. 

***

-Było cudownie - brunetka oblizała usta, wsuwając na siebie swoją obcisłą spódnicę. 
- Tak, tak - posłałem jej jeden z tych fałszywych uśmiechów, po czym razem wyszliśmy ze schowka. Dziewczyna oczywiście splotła nasze palce i udaliśmy się w stronę sali matematycznej. Było 20 minut po dzwonku, gdy otworzyliśmy klasę.
- Przepraszamy za spóźnienie, pani.. - nie zdążyła dokończyć, gdyż nauczycielka przerwała jej ze złością w oczach. 
- Usiądźcie i nie przeszkadzajcie, na przerwie porozmawiamy.
Alexis burknęła coś pod nosem i usiadła razem z jedną z tych swoich piskliwych przyjaciółeczek a ja udałem się do ławki, którą dzielę z Lukiem.

Lily POV 

- Przepraszamy za spóźnienie, pani.. - słyszę piskliwy głos, który po chwili zostaję uciszony przez zdenerwowaną nauczycielkę. Podnoszę wzrok znad zeszytu i widzę Butler wraz z White'm. Dziewczyna ma rozpięte górne guziki od koszuli i lekko potargane włosy. Już wiadomo co chwilę wcześniej między tą dwójką musiało się wydarzyć. Przewracam oczami.
- Oni są obleśni - słyszę zirytowany głos Hailee i odwracam wzrok w jej stronę. 
- Dziwka i dziwkarz, idealna para - chichoczę po czym powracam do zadania z kartki. 
Blondynka parska śmiechem  i tak ja jak wraca do poprzedniej czynności. 
Po 30 minutach wreszcie słyszymy upragniony dzwonek i podrywamy się z miejsc, ruszając do wyjścia. Wcześniej odkładając kartki na biurko matematyczki.

***
- Ja już mam dość - burczy Hailey, gdy 2 lekcje później wsuwa na siebie szare spodenki. 
- Oh, gdzie się podział twój entuzjazm? - trącam ją ramieniem, już przebrana na 2 godziny wf-u. 
- Zamknij się - siada na ławce, zawiązując swoje czarne vansy a ja śmieję się pod nosem, podchodząc do lustra. Wyciągam z torebki szczotkę, przeczesując swoje długie włosy i związując je w kucyka. Mój kok szybko by się rozwalił. Blondynka również wiąże włosy w wysoką kitkę i już po chwili, wychodzimy z szatni ruszając na boisko.
- Widzę, że już wszyscy są - 10 minut później słyszymy głos w-fisty. - Sprawdzę obecność i zaczynamy rozgrzewkę. - mówi donośnym głosem a echo rozchodzi się po sali. 
Zaczyna kolejno wyczytywać nazwiska i o dziwo, tym razem White i Butler się nie spóźnili. Oh, czyżby poranny sex wystarczył im na cały dzień? - Dobrze, a teraz na co czekacie, biegamy! - w-fista klaszcze w dłonie, słysząc niezadowolenie klasy. - 4 kółka i gramy, jedziecie! 
- Chodź laska - Hailee trąca moje ramię i ruszamy biegiem dokoła boiska. Chcąc mieć to już za sobą przyspieszam, przez co blondynka, krzyczy za mną bym zaczekała. Ktoś tu ma słabą kondycję, zwalniam tempo, biegnąc teraz truchtem i czekając na dziewczynę.
- Cholera, wyskoczyłaś jak torpeda! - wymówiła na jednym oddechu, zaśmiałam się nadal biegnąc. 
- Chcę to skończyć jak najszybciej - wzruszam ramionami, patrząc przed siebie. Przed nami biegnie Alexis wraz ze swoją grupką podopiecznych czytaj przyjaciółek. Wywracam oczami, widząc jej skąpy strój. Czy ta dziewczyna nawet na wf musi pokazywać, że jest dziwką?
- Boże co za suka - burczy blondynka, a ja chichocze pod nosem. 
- Z Ciebie - rzuciła na odczepne Alexis, zarzucając włosami, przez co Hailee posłała jej złowrogie spojrzenie.
- Nie przejmuj się nią - mówię, biegnąc obok przyjaciółki.
- Przepraszam - rzucił White, który przebiegł obok z tym swoim perfidnym uśmieszkiem,  trącając mnie ramieniem. Ugh, kolejny dziwkarz. 
- Ja pierdole - H. wywraca oczami - tak w ogóle jak randka z Lukiem? - szturcha mnie łokciem.
- Jaka randka? - udałam zdziwienie, spoglądając na nią.
- Oh, nie udawaj! Luke wszystko mi powiedział - zagruchała, chciałam coś odpowiedzieć ale gwizdek mi to uniemożliwił i na moje szczęście uratował przed ciekawską przyjaciółką. Podeszliśmy do nauczyciela, zatrzymując się obok trybun. 
- Zagramy w koszykówkę! - mówi trener, dobierając nas w drużyny. Po chwili mamy wybrany skład i stajemy na środku boiska, w mojej drużynie jest Hailee, Luke, Mike i Harry. A w drużynie Alexis jest Justin, Matty, Carrie i Julie. - Chłopcy na środek! - oznajmia trener, a Luke i Justin stają przed nim wyciągając ręce w górę, słychać gwizdek i piłka zostaje wyrzucona w górę, Luke wyskakuje pierwszy i zręcznie podaje piłkę Mike'owi. Ten łapie ją i zaczyna kozłować, ruszając biegiem w stronę przeciwnego kosza, zanim Justin zdąży do niego dobiegnąć Mike wykonuje dwutakt i piłka ląduje w koszu, dając nam 2 punkty. 
- Gdzie obrona?! - krzyczy zdenerwowany White w stronę Alexis i Julie. Tamte nie przejmują się jego wybuchem, nadal spacerując po boisku. 
Po gwizdku, Justin staje z boku, rzucając piłkę w stronę Mattiego. Ten przyjmuje, kozłując i rozglądając się po sali, po chwili podaje do Carrie. Dziewczyna odbiera, a gdy próbuję rzucić do kosza, Hailee zabiera jej piłkę podając mi. Cholera, nie spodziewałam się tego przez co jestem w lekkim szoku. 
- Lily, podaj! - słyszę głos Luka, który wyciąga ręce w moją stronę. Opamiętuje się i zaczynam biec w stronę kosza przeciwnej drużyny, zręcznie wymijając sukę i jej przyjaciółkę. 
- Alexis zabierz jej tą pieprzoną piłkę! - słyszę Justina przez co przyspieszam, nadal kozłując. 
- Dziewczyny grajcie! - głos nauczyciela roznosi się echem po boisku. - No ruchy! - klaszcze w dłonie. 
Chwile później, jest już 14 do 10, wygrywamy ale do końca meczu zostało jeszcze 4 minuty. Teraz wszystko się może zdarzyć. Piłka była w rękach Hailee, która jak najszybciej próbowała dobiec do przeciwnego kosza, widząc zmierzającego w jej stronę Justina przyspieszyłam kroku, szybko go blokując. 
- Oh, kochanie - uśmiechnął się szeroko, oblizując usta. Z oddali zauważyłam Luka, nie był zbytnio zadowolony widząc White'a w pobliżu mnie, ale to mnie w tym momencie nie obchodziło, musiałam odwrócić uwagę Justina, aby Hailee mogła trafić do kosza bez żadnych problemów. Tak jak myślałam, dziewczyna bez problemu zrobiła dwutakt i chwilę później piłka wylądowała w koszu. Podbiegłam do niej i przybiłyśmy sobie piątkę.
- To był najlepszy plan! -pisnęła Hailee, na co ja pokiwałam głową i zaśmiałam się, zostały 2 minuty do końca. Było 16 do 10 i już mieliśmy wygraną w kieszeni. 
- Matty podaj mi! - rzucił wściekle White, a Matty ustawił się z boku ściany i tak jak myślałam podał do Carrie aby zrobić zmyłkę. Ruszyłam w jej stronę a ta szybko rzuciła piłkę w stronę Justin'a. Chłopak zręcznie odebrał, po czym biegiem udał się w stronę kosza, był zagrodzony przez co rzucił piłkę z oddali, trafiając. CHOLERA. Rzut za 3 punkty. Uśmiechnął się zwycięsko, oczywiście nie na długo, bo kilka sekund po jego trafieniu usłyszeliśmy gwizd. 
- Wygraliśmy! - pisnęłam, rzucając się w ramiona Luka, który stał obok mnie. Chłopak zaśmiał się i obkręcił mnie wokół własnej osi. 
- To dzięki Tobie i tej akcji z Whitem - mruknął z uśmiechem i postawił mnie przed sobą, nadal trzymając mnie za biodra. Zarumieniłam się lekko przez jego natarczywe spojrzenie. 
- To była dobra gra! - krzyknął wf-ista z uśmiechem na twarzy, przez co odwróciliśmy się w jego stronę, po chwili słysząc dzwonek. - Dobrze, możecie iść! - odezwał się, a my zaczęliśmy wychodzić z sali. 
- Co to było? - trąciła mnie blondynka, kiedy chwilę później wchodziliśmy do szatni. 
- Co masz na myśli? - spytałam zdezorientowana, marszcząc brwi. 
- No ty i Luke - poruszała brwiami, przez co zagryzłam dolną wargę.
- To był taki.. przyjacielski uścisk - wzruszyłam ramionami, szybko znikając za drzwiami łazienki, chcąc uniknąć dalszych pytań. Sama nie wiem co to było. Impuls? Pokręciłam głową, bijąc się ze swoimi myślami. Mam za dużo na głowie, to wszystko dzieję się za szybko. No bo byłam z chłopakiem raz na randce, a już rzucam mu się w ramiona i patrzymy na siebie jak by świata poza nami nie było. To dziwne? Nie wiem. 
- Laska ruszaj się, musimy zająć miejsce na stołówce! - słyszę głos przyjaciółki i dopiero po chwili zdaję sobie sprawę, że przez 10 minut stałam w kiblu rozmyślając o Luku. Co jest ze mną? 
- Już już! - odzywam się zapinając guzik moich spodni. 5 minut później wychodzę z kabiny.
- No ile można? - blondynka opiera się o ścianę, podczas gdy ja podchodzę do lustra, poprawiając makijaż i wiążę ponownie włosy w niedbałego koka. 
- Oh no przestań i chodź już - wrzucam szczotkę ponownie do torby i ciągnę przyjaciółkę w stronę stołówki. 

piątek, 3 lipca 2015

Chapter Five

Patrzę na jezdnię, ukradkiem zerkając na chłopaka. Jest skupiony na drodze, nieświadomie zagryzam wargę lustrując go wzrokiem. Luke śmieje się pod nosem. 
- Zrób zdjęcie, zostanie na dłużej. 
Czerwienie się i odwracam wzrok. 
- Buraczku - śmieje się.
- Przestań - fuczę i kładę dłonie na kolana po czym zerkam za okno chcąc by moje długie włosy zakryły czerwone policzki.
- Jesteś słodka, gdy się złościsz - stwierdza a ja czuję większy rumieniec. 
Z oddala dostrzegam duży budynek. 
- To tam jedziemy ? - pytam a chłopak kiwa głową. Zagryzam dolną wargę a gdy podjeżdżamy bliżej dostrzegam szyld. LODOWISKO.
O nie. 
- Ja nie umiem jeździć - burczę - nie wejdę tam.
- To Cię wniosę i się nauczysz, masz koło siebie świetnego nauczyciela - zaśmiał się.
- Nie ma mowy! - kręcę przecząco głową i zakładam ręce na piersi. 
Chłopak parkuje auto po czym wychodzi i otwiera drzwi od mojej strony. 
- Chodź - wystawia do mnie rękę.
- Nie - wzdycham.
- Sama się o to prosisz - schyla się i zanim zdążę zorientować się co ma zamiar zrobić, mam już odpięty pas i jestem w jego silnych ramionach. 
- Luke puszczaj! - próbuję siłować się z chłopakiem, a ten tylko śmieję się pod nosem wiedząc, że moje starania pójdą na marne. Wzdycham głośno, gdy rusza w stronę wejścia. 
- A co jak spadnę? Nie chcę nic połamać.. - zerkam na niego, gdy stawia mnie przy drzwiach wejściowych. 
- Lily, głupku myślisz, że pozwolę żebyś cokolwiek sobie zrobiła? -patrzy na mnie, a ja kręcę przecząco głową. - Właśnie, więc chodź - chwyta moją rękę i wchodzimy do środka.  
Podchodzimy do kasy, chłopak płaci za 2-godzinny pobyt na lodowisku, oczywiście odmawia przyjęcia moich pieniędzy. 
- Chodźmy do szatni - mówi i prowadzi mnie w stronę pomieszczenia.  Przechodzimy przez korytarz i trafiamy do malutkiego pokoju, z długą ławką i szafkami, który prowadzi na lodowisko. Siadam na ławkę a chłopak kuca przede mną i pomaga mi założyć moje obuwie po czym zakłada swoje i wstaje podając mi rękę. Wstaję, lekko się chwiejąc.
- To jest okropne. - zagryzam dolną wargę i idę za chłopakiem. 
- Nie dla mnie. - uśmiecha się szeroko i wchodzimy na pokrywę lodową. Rozglądam się, lodowisko jest duże, oprócz nas jest tu kilka innych ludzi. Spora grupka dziewczyn, która prawdopodobnie ćwiczy z trenerem, sądząc po ruchach jakie wykonują. Kilka dzieciaków, śmiejących się i ganiających za sobą, grupka rodziców, którzy siedzą na trybunach obserwując uważnie swoje dzieci. Odwracam wzrok i zerkam na chłopaka, który stoi obok. Moja panika wygrywa i trzymam się bramki prowadzącej na lód nie chcąc zrobić ani jednego kroku.
- Lily..- Luke śmieje się cicho i podjeżdża do mnie od tyłu, już po chwili jego silne ramiona obejmują mnie w tali. Czuję jego szorstkie palce na moich biodrach, a także jego ciepły oddech na mojej szyi. Opiera głowę o moje ramię po czym mruczy do mojego ucha.
- Nie pozwolę aby coś ci się stało, jasne? 
Mówi głosem lekko ściszonym, tak że słyszę go tylko ja. Wymiękam. 
- Jasne. - szeptam, nie będąc w stanie wydusić z siebie więcej.
- Świetnie. - mimo, że stoi za mną mogę wyczuć, że się uśmiecha. - To teraz zrób krok w przód.- obejmuje mnie mocniej a ja pomału ruszam. Wykonuje kolejne polecenia mojego towarzysza i już po chwili, Luke jedzie obok mnie bo nie potrzebuje pomocy. 
- Jadę! - piszczę cicho co wywołuję jego śmiech.
- Widzę mała, szybko się uczysz. - przenosi swoje ręce, tak że jedną dłoń złącza z moją a drugą opuszcza swobodnie. Splatam nasze palce czując mrowienie w brzuchu. Głupie motylki.- przyspieszymy? - zerka na mnie.
- Ale nie puszczaj - zagryzam wargę i unoszę wzrok spotykając jego ciemne tęczówki.
- Nigdy. - oblizuje usta i już po chwili znowu dostrzegam ten jego cudowny uśmiech. Odwzajemniam go lekko i stawiam kolejne ruchy przesuwając łyżwami po lodzie. Pewności dodaje mi silna dłoń Luka, którą wciąż trzymam. Idzie mi coraz lepiej. 
- Brawo! - słyszę - Dawaj dalej - przyspiesza lekko, a ja nie jestem pewna czy zwiększenie prędkości jest dobrym pomysłem. Strach znowu przejmuje mój umysł, chłopak jedzie przodem niczego nie świadomy. Moja dłoń wyślizguje się z jego uścisku i zanim ciemnowłosy zdąży się zorientować co się stało, upadam. Chłopak w przeciągu kilku sekund już jest przy mnie, obarczając mnie setkami pytań. 
-Jezu Luke, nic mi nie jest spokojnie. - chichoczę rozbawiona jego przerażeniem. On się o Ciebie martwi. - Podpowiada mi moja podświadomość, chociaż sama już to zauważyłam. 
- Myślę, że starczy na dziś. - pomaga mi wstać i jedziemy w stronę bramki. Cały czas tkwię w uścisku. 
- Luke? - pytam gdy pomaga ściągnąć mi buty. 
- Hm? - unosi głowę, po czym podaję mi moje botki.
- Gdzie nauczyłeś się jeździć? - wsuwam stopy w buty i wstaję. Chłopak ściąga swoje łyżwy i zakłada supry po czym wstaję i idziemy oddać łyżwy. 
- Należę do drużyny hokejowej, muszę umieć jeździć. Mój dziadek mnie uczył tego od małego.- wyjaśnia, odpowiadając na moje pytanie. 
- Mmm, rozumiem. - mruczę na co chłopak się uśmiecha i bierze ode mnie łyżwy po czym oddaje je dziewczynie za ladą. Ta uśmiecha się do niego, on jedynie ją ignoruje i wraca do mnie. 
- Chodź, teraz dalsza część wieczoru - uśmiecha się zalotnie i chwyta moją dłoń, po czym wychodzimy z budynku.  

*

- Jejku, już nie mogę - burczę i odkładam łyżeczkę do półmiski z lodami. Luke śmieję się cicho i kończy swoją porcję. Jego drugą niespodzianką była kolacja w McDonald. Jakimś dziwnym trafem dowiedział się, że lubię tu jeść. 
-Nie musisz jeść na siłę - puszcza mi oczko a ja rumienię się po raz kolejny tego wieczoru. Kiwam głową z uśmiechem.


Luke POV

Patrzę na Lily, uśmiechając się pod nosem. Ta dziewczyna spodobała mi się gdy  tylko pierwszy raz zobaczyłem ją w klasie.

*Flashback*

- Ej - trącam ramieniem White'a. - Kto siedzi obok Hailee?
- A skąd mam wiedzieć, kto siedzi z Twoją pierdoloną piszczącą psiapsiółą - warczy, klikając coś w swoim telefonie. 
- Spokojnie, tylko pytam.
- Czemu pytasz?- przenosi wzrok z telefonu i patrzy na mnie, a następnie na ławkę gdzie siedzą. Oblizuje usta - całkiem niezła, czekaj.. - odwraca wzrok i znowu patrzy na mnie- to ta mała suka co wpadłem na nią na pierwszej lekcji.
- Co? - pytam zmieszany.
- No kurwa, stała pod klasą i gapiła się w telefon a ja się spieszyłem no i wpadłem w nią - wzrusza ramionami i burczy.
- Dobra cokolwiek. - znowu zerkam na ich ławkę, drobna sylwetka dziewczyny momentalnie odwraca się w stronę tablicy. Patrzyła tu? A może słyszała rozmowę?

*End Flashback*

- Luke! - słyszę swoje imię i widzę jak brunetka macha dłonią przed moją twarzą. 
- Tak? Przepraszam, zamyśliłem się - drapie się po karku.
- Patrzyłeś ciągle w jeden punkt, już miałam kogoś wołać by sprawdził co z Tobą - zaśmiała się co odwzajemniłem. Jej śmiech jest zaraźliwy.
- Jest okej - kiwam głową - chyba będziemy się zbierać co? Twój brat mnie zabije jak nie wrócimy przed 22 - śmieje się i wstaję po czym podaję jej rękę.
- Może nie byłoby tak źle -wzruszyła ramionami chichocząc, po czym lekko ścisnęła moją dłoń.
- A co jeśli tak? - otwieram drzwi i wychodzimy z McDonald'a. - Kto by Cię uczył jeźdźić na łyżwach? - zerkam na nią.
- No nie wiem - marszczy brwi i poprawia kosmyk włosów, który spadł na jej twarz. - Nie ma takiego drugiego nauczyciela jak Ty - uśmiecha się.
- No tak, masz rację. - oblizuje usta i otwieram jej drzwi od auta.
- Coż za skromność - chichoczę i wsuwa się na miejsce pasażera.
- To moja najwększa zaleta! - śmieję się i zamykam drzwi po czym obchodzę auto i wsiadam za kierownicę. Odpalam auto, po czym wycouję z parkingu i już po 15 minutach parkuję na podjeździe obok jej domu. Brunetka odpina pas i wychodzi z auta, robię to samo i po chwili stoimy obok siebie. 
- Dziękuje za dziś, to był naprawdę miły wieczór. - staję przede mną uśmiechając się. 
Mam ochotę przyciągnąć ją do siebie, i całować aż do braku tchu, jednak powstrzymuję się i mówię:
- Cieszę się że się podobało - odwzajemniam uśmiech a dziewczyna, przysuwa się bliżej przez co czuję silny zapach jej perfum i delikatnie muska mój policzek po czym odsuwa się. Moje serce przyspiesza, a brzuch świruje. Co ona ze mną zrobiła?
- Do jutra Luke - ostatni raz widzę jej uśmiech, zanim zdąży zniknąć za bramą, a później za drzwiami domu.

Lily POV

Zsuwam kurtke z ramion, ciągle się uśmiechając i wieszam ją na wieszak. 
- Dobrze się czujesz? - pyta Jason, który zmierzał w kierunku salonu, wraz z miską popcornu.
- Tak a co? - siadam na szafkę i ściagam buty, które później lądują na podłodze obok mebla na którym siedzę.
- Uśmiechasz się do wieszaka na ubranie, to chyba dziwne nie? - opiera się o próg i parska śmiechem. 
- Oh zamknij się - ruszam w kierunku schodów. 
- Zaczekaj! - odwracam się w jego stronę.
- Co chcesz? 
- Idziesz oglądać ze mną? Zrobimy wieczór filmów tak jak, w Chicago. - posyła mi promienny uśmiech. 
- Brzmi ciekawie, ale jestem zmęczona, byliśmy na łyżwach - mruczę.
- Hej, hej czy ja dobrze słyszę że ty, Lilyane Katherine Wood, weszłaś na lodowisko? - zaśmiał się a ja przewracam oczami.
- Ugh, tak. Idę już. Dobranoc Luke.
- Dobranoc - kiwa głową i idzie do salonu, a ja po schodach na górę.
Wchodzę do swojego pokoju i zapalam światło, nic się nie zmieniło. Niestety zaczarowane myszy nie wtargnęły do pokoju i nie posprzątały ciuchów z podłogi. Porozwalanych kartek z biurka też nie poskładały. Wysuwam dolną wargę i burczę nie zadowolona. - Posprzątam jutro - postanawiam, po czym wyciągam telefon z tylniej kieszeni i rzucam go na łóżko, następnie podchodzę do komody i wyciągam z niej koronkowe, czarne majtki a z szafy szare, dresowe i krótkie szorty a do tego dopasowaną koszulkę i udaję się do łazienki. Rozbieram się do naga wcześniej upewniając się że zamknęłam drzwi następnie wrzucam bieliznę wraz z rurkami i sweterkiem do kosza na brudy i wchodzę pod prysznic. Już po chwili gorące strumienie spływają po moim nagim ciele, a ja czuję że się odprężam. Chwytam mój brzoskwiniowy żel, wyciskam z niego odpowiednią ilość na gąbkę, po czym rozsmarowuje go po sobie. Odkładam gąbkę i chwytam szampon, który już po chwili dokładnie wmasowuję w włosy. Następnie, spłukuję dokładnie całość i zakręcam wodę. Wychylam się lekko spod prysznica i ręką odnajduję ręcznik. Otulam swoje ciało, czując na sobie puszysty materiał. Wychodzę z prysznica, moje stopy stykają się z zimnymi płytkami. Biorę drugi ręcznik, i zakładam go na włosy, tworząc tzw. turban. Wycieram się, i ubieram wybrany wcześniej strój. Rozpuszczam włosy spod drugiego ręcznika po czym rozczesuje je i suszę. Podchodzę do lusterka, wyciągam z szafeczki krem który później wsmarowuję w twarz i wychodzę, gasząc światło. W pokoju jest chłodniej, przez co czuję gęsią skórkę.Podchodzę do biurka i z torebki szkolnej wyciągam słuchawki. Następnie wskakuję do łóżka wsuwając się pod kołdrę, wcześniej biorąc w dłoń telefon. Poprawiam głowę na poduszce i podłączam słuchawki do iPhone, wchodzę w odtwarzacz muzyki i puszczam "Hate Sleeping Alone" Drake'a, po czym odwracam się na bok, kładąc w pozycji embrionalnej. Telefon wibruje w mojej ręcę. Odblokowuję go i sprawdzam wiadomość.

Do: Lily.
Od: Nieznany.
  Dobranoc, Księżniczko - L.

Uśmiecham się pod nosem i zamykam oczy, przed którymi przebiega teraz randka z Lukiem.

Luke POV 

- I jak było? - pyta ciekawski głos po drugiej stronie. 
- Cudownie, ona jest... uh, cudowna. - słyszę śmiech przyjaciółki.
- To nie śmieszne! - 
- Pierwszy raz słyszę byś tak się zachowywał, co się stało z Lukiem?
- Zakochał się. - powiedziałem to na głos? Kurwa mać, brawo.- To znaczy, no bo.. - próbuję zmienić temat, lecz blondynka przerywa mi w połowie zdania. 
- O boże, chłopczyk się zakochał! - zagruchała, pewnie gdyby była obok, wyściskałaby moje policzki jak moja babcia.
- Zamknij się i nie mów do mnie chłopczyk! - burczę i wysuwam dolną wargę.
Ja pierdole, co mi?
- Zluzuj bokserki, mały. - Przewracam oczami, cała Hailey.
- Dobra dobra, idę spać. Dobranoc H. - mruczę po czym zakrywam usta wierzchem dłoni tłumiąc ziewnięcie.
- Dobranoc L, erotycznych z Lil! - mogę przysiąc, że ta mała suka robi to specjalnie.
- Mhm, mhm. Do jutra. - śmieję się i rozłączam zanim zdąży coś powiedzieć. Wchodzę w notatnik w telefonie, w którym zapisałem numer Lily, podczas gdy ona była w ubikacji i piszę SMS'a. 

Do: Lily 
Od: Luke
 Dobranoc, Księżniczko - L.
  
Po czym odkładam telefon na szafkę i zamykam oczy, znowu wspomnienia.

*Flashback*

- Hej Hailee! - mówię i podchodzę do szafek, gdy zauważam przyjaciółkę i drobną brunetkę obok.
- O Luke, poznaj Lily - przenoszę wzrok na postać obok niej. Dziewczyna z sali. Uśmiecham się i wyciągam dłoń w jej stronę.
- Hej Lily, jestem Luke. Miło poznać 
- A ja Lily, mi również. - mówi skromnie i czuję jak jej malutka dłoń, lekko ściska moją. Staram się nie zgnieść jej palców, moja ręka wydaję się taka duża, przy niej. 
- Dokąd idziecie? - pytam patrząc, na dziewczyny.
- Luke głupku, a gdzie możemy iść?- Hailee parska śmiechem, chowając do torebki książkę od historii.
-Ah, no fakt. - drapię się po karku, ciągle obserwując brunetkę. 

*End Flashback*

Uśmiecham się pod nosem, po czym odwracam na bok i wtulam w poduszkę.




Notka od autora:
I'M BACK!
Witam. Wracam po dość długiej przerwie, otóż stwierdziłam, że mam dużo wolnego czasu, który mogę poświecić na bloga. Mam nadzieję, że są jacyś czytelnicy, którym podoba się historia Lilyane. 
Nie przedłużając, do następnego.

środa, 11 lutego 2015

Chapter Four

Luke POV

- Zawsze musisz wszystko spierdolić?! - rzucam mu złowrogie spojrzenie, przeczesując z frustracji włosy ręką.
- Oh sory stary - burczy Justin - Zależy ci na niej? - marszczy brew.
- Mówiłem, nie twoja kurwa sprawa - po raz kolejny unoszę głos.
- Boże uspokój się! 
- Daj mi kurwa spokój - wymijam go i ruszam w stronę domu.
- LUKE - słyszę za plecami, ale ignoruje go. Po raz kolejny udało mu się wszystko spieprzyć.
- Cholera! - uderzam pięścią w drzewo przez co na moich kostkach powstają zadrapania i lekko sączy się krew. Wzdycham. - Kurwa mać
Czuję wibrację w kieszeni, przez co wsuwam rękę do środka i sprawdzam, kto znowu coś ode mnie chcę. Odblokowuję telefon, a na wyświetlaczu wyskakuje zdjęcie blondynki.

Od: Hailee  
Do: Luke
 Jak tam z Lily ? ^^

Uśmiecham się pod nosem, a w głowie przelatuję mi kilka obrazów związanych z dziewczyną.

Do: Hailee
Od: Luke
White wszystko zjebał... znowu(:

Nie mija nawet minuta, a ja znów czuję wibrację.

Od: Hailee
Do: Luke   
Zajebie tego skurwysyna własnymi rękami.

Śmieję się i  otwieram drzwi do domu.
- Mamo! - krzyczę ściągając buty - Wróciłem.
 Po chwili w korytarzu stoi moja rodzicielka, wycierająca ręce w ścierkę.
- Luke synku, jak spotkanie?  - pyta patrząc na mnie.
- Beznadziejnie - wzdycham.
- Czyżby znowu Justin? - unosi brew.
Kiwam głową. - Yeah.. pójdę do siebie.
- Będzie dobrze słoneczko - przytula mnie i całuję w czoło. - Zaraz przyniosę Ci kanapki.
- Dziękuję mamo, Kocham Cię - uśmiecham się i ruszam po schodach na górę.

Do: Hailee
Od: Luke
Woah mała, spokojnie.

Klikam wyślij i otwieram drzwi do swojego pokoju. Wskakuję na łóżko, biorąc na kolana laptopa. Odruchowo wchodzę na Facebooka. Nazwijcie mnie głupim ale czuję potrzebę przeproszenia Lily. Sprawdzam chat i dostępne osoby, zauważam jej nazwisko po czym uśmiecham się i klikam w nazwę.

Luke Wright: Hej Lily.. Chciałbym Cię przeprosić trochę głupio wyszło.

Czytam to 5 razy i klikam Enter. Przeglądam tablicę, laska z cyckami na wierzchu, słit fotka w lusterku, dzióbek. Boże, przewracam oczami. Jadę niżej, gdy słyszę dźwięk charakterystyczny dla nowych wiadomości na Facebooku. Uśmiecham się wiedząc, że odpisała.

Lily Wood: Hej Luke:) Nie masz za co przepraszać, to przecież nie twoja wina.

Cholera, dobrze widziałem że się wkurwiła a mimo to zaprzecza i mówi że jest w porządku.

Luke Wright: Będę bo ten dupek wszystko spieprzył -.-

Klikam Enter gdy słyszę pukanie do mojego pokoju.
- Proszę - mówię a do środka wchodzi moja mama z tacą na której są kanapki i ciepła herbata.
- O cholera, dziękuję mamuś - daje jej całusa w policzek.
- Słownictwo!
- Oh przepraszam - burczę.
- Z kim tam piszesz? - uśmiecha się.
- Z Lily - spuszczam wzrok, nie chcąc żeby zobaczyła mój lekki rumieniec.
Kurwa ona naprawdę mi się podoba? 
Moja mama się śmieje i wychodzi z pokoju. Zauważam że odpisała.

Lily Wood: Luke daj spokój, jest okay.

Oh, stwierdzam że Luke zabujał się w Lily. Cholera.

Lily POV

- Tak Hailee, pisze z Lukiem - chichoczę gdy blondynka z którą rozmawiam przez telefon wypytuje mnie o dziś.
- Jak było? - pyta a ja mogę wyczuć, że szeroko się uśmiecha.
- Naprawdę fajnie, dopóki ten idiota niczego nie zniszczył - wzdycham i zauważam nową wiadomość.

Luke Wright: Niech Ci będzie ;) Ale jak następnym razem znowu coś zepsuje, za jaja go powieszę ^^ 

Wybucham śmiechem.
- Oh co ci twój Romeo napisał? - dopytuje dziewczyna. 
Czytam jej wiadomość od chłopaka a ta zaczyna się śmiać.
- Cały Luke. O cholera! - piszczy mi do telefonu a ja odsuwam urządzenie aby nie ogłuchnąć. 
- Co? - pytam zdziwiona i odpisuję chłopakowi.

Lily Wood: A skąd wiesz że będzie następny raz ? Przy okazji, ah te twoje plany, boję się xd

Klikam Enter i poprawiam telefon słuchając blondynki.
- KURWA.MAĆ.ON.DO.MNIE.NAPISAŁ! - mówi na jednym wydechu 
- Kto? - pytam zaciekawiona.
- ON - piszczy 
- Kurwa Hailee, moje ucho! - ponownie odsuwam telefon.
- Ja pierdole Lil duszę się 
- Spokojnie - śmieję się.

Luke Wright:  Oh, a nie będzie? :( Spokojnie, Tobie nic nie grozi.

Uśmiecham się jak głupia do ekranu.

Lily Wood: A nie wiem, nie wiem ;D Czuję ten zaszczyt!

- Nie mogę być spokojna o boże!
Zaśmiałam się słysząc jej reakcję.
- Dowiem się w końcu o kim mówisz? - chichoczę.
- No ten chłopak -  próbuję złapać normalny oddech - siedział z nami na stołówce, obok ciebie.
- Ahh, ten hm.. Mike? - pytam i czytam wiadomość od Luka.

Luke Wright: Haha xd Ładnym dziewczynkom nic nie robię ^^

Śmieje się cicho.
- Tak ten!  - piszczy - Jezu Lil!
- Hailee! - upominam ją.
- Przepraszam ale on zaprosił mnie na randkę! - krzyczy a ja piszczę razem z nią,
- O cholera! 
- Tak jezu muszę iść omg Kocham Cię, pa! - mówi na jednym wydechu a ja nawet nie zdążam jej odpowiedzieć bo się rozłącza. 
Śmieje się - wariatka - mruczę do siebie.

Lily Wood: Ahh, o boże zgłodniałam ;-;

Słyszę burczenie w brzuchu.

Luke Wright: Mam pomysł, tylko się zgódź.

Wczytuję się w wiadomość próbując zrozumieć co ma na myśli.

Lily Wood: Nie lubię niespodzianek, powiedz o co chodzi.

Luke Wright: Masz 20 min żeby się ubrać będę czekać pod Twoim domem 

Lily Wood: Co? Luke co kombinujesz?

Luke Wright: Po prostu rusz tyłeczek i nie pytaj ;* Do zobaczenia za 20 minut.

-Ugh - burczę i zamykam laptopa. Zapewne gdzieś pójdziemy, ale gdzie? 
Cholera co za chłopak.
- Nie wiem co ubrać - fuczę siedząc koło sterty ubrań, które wyciągłam z szafy. Po dłuższych rozmyśleniach decyduje się na czarne rurki i kremową bluzkę, na to narzucam skórzaną kurtkę. Wsadzam do kieszeni spodni telefon, biorę portfel i schodzę na dół. Psikam się perfumą i zakładam botki. Chwytam klucze i podchodzę do drzwi.
- Wychodzisz ? - odwracam się i widzę mojego brata.
- Tak - uśmiecham się.
- Z Lukiem? - pyta a ja się rumienię.
- Nie, z Hailee - burczę.
- Oh to dlatego chłopak czeka koło auta, przed domem? - chichocze.
- Zamknij się - rzucam i wychodzę. Luke faktycznie stoi obok auta, oblizuję usta i lustruję go wzrokiem. Ma na sobie szarą bluzę z kapturem, czarne obniżone w kroku spodnie i supry.  Podchodzę bliżej i czuję zapach jego perfum. 
- Co wykombinowałeś? - pytam zagryzając wargę.
- Zobaczysz - otwiera drzwi od strony pasażera a ja wsuwam się na miejsce. Obchodzi auto i siada za kierownicą.
- To randka? - palnęłam w duchu przeklinając się za to - To znaczy.. - próbuje się wytłumaczyć a on przerywa.
- Tak to randka - przekręca kluczyk w stacyjce i rusza drogą w wybrane przez siebie miejsce.
  


niedziela, 1 lutego 2015

Chapter Three

- Nie, spierdalaj - wyrywam się i idę ścieżką do samochodu. W tle słyszę chichot przyjaciół. Tak jak rano, siadam na miejsce pasażera, uśmiechając się.
- Co to za chłopak?- zaczyna mój brat, wycofując z parkingu i wjeżdżając na drogę.
- Który? - pytam patrząc w telefon.
- Ten co Cię przytulał - mówi i skupia się na drodze do domu.
Telefon mi wibruje. Odblokowuję go, wyświetla się zdjęcie Hailey i krótka wiadomość tekstowa.

Od:Hailee
Do: Lil
  OMG, Luke o Ciebie wypytuje.

Rumienię się, o cholera pierwszego dnia już się komuś podobam?
- Lil..- Jase przewraca oczami.
- Oh no.. obydwaj mnie przytulali.
- Ten z postawioną grzywką - włącza radio i stuka palcami w kierownicę.
- Ah.. to White, idiota. Chodzi z szkolną dziwką. - mruczę i odpisuję blondynce.

Do: Hailee
Od: Lil
 Haha, serio? O co się pyta?

- Szkolną dziwką? - oh ze wszystkiego co powiedziałam, usłyszał tylko to? Faceci.
- Tak Jase, szkolną dziwką - prycham i wlepiam wzrok w jasny ekran swojego telefonu.

Od: Hailee
Do: Lil
Jaka jesteś, itp. Matko ;___;

Cicho chichoczę, Jason zerka na mnie unosząc jedną brew w górę.
- Z czego chichoczesz? - pyta i skręca w boczną uliczkę, następnie wjeżdżając na podjazd.
- To nic takiego - odpowiadam, a gdy parkuje chwytam moją czarną torbę w rękę i wychodzę.
Widzę jak Jase znowu przewraca oczami, przez co śmieję się pod nosem.
- Zrobię spaghetti - oznajmia gdy wchodzimy do domu. 
- Zawołaj mnie!- rzucam i po schodach podążam na górę. Otwieram drzwi do mojego pokoju. Nic się nie zmieniło. Ugh, muszę tu posprzątać.
Stukam w ekran odpisując blondynce.

Do: Hailee
Od: Lil
Co on taki ciekawy?

Klikam wyślij i rzucam telefon na łóżko. 
- Jak mam tu posprzątać to na pewno nie bez muzyki - mruczę do siebie i podchodzę do biurka, otwierając laptopa i puszczając najczęściej odtwarzaną playlistę. Pierwsze nuty zaczynają rozbrzmiewać po pokoju a ja zabieram się po kolei za pościelenie łóżka, poskładanie książek i wrzucenie brudnych ubrań do kosza na pranie. Słyszę piosenkę Chrisa Browna i zaczynam ruszać biodrami w rytm muzyki, nadal ogarniając pokój.
- Ekhem.. Lily? - podskakuję słysząc swoje imię. Odwracam się i widzę Jasona i dwójkę moich nowych przyjaciół.
Cholera, jaki wstyd! Rumienie się.
- Obiad już gotowy siostrzyczko - Jase klepie mnie w ramię i wychodzi śmiejąc się.
- Um.. hej wam - mówię, nieśmiało się uśmiechając. Oboje się śmieją a ja znowu czuję ciepło na policzkach. - Oh bądźcie już cicho - burczę- co tu robicie?
- Zostawiłaś portfel słońce - blondynka sięga do małej kopertówki na ramieniu i wyciąga moją zgubę podając mi.
- Oh nawet nie zauważyłam- mruczę
- My jako kochani przyjaciele, zauważyliśmy. - Luke uśmiecha się patrząc na mnie. 
On ma piękny uśmiech.. - nie teraz Lil, skarca mnie moja podświadomość. 
- Dziękuję, jesteście wspaniali. Może zostaniecie na obiedzie? 
- Ja muszę iść z mamą do ginekologa. - mówi Hailey.
- Ginekolog?- unoszę lekko brew w górę.
- Yeah, moja mama jest w ciąży - uśmiecha się lekko.
- O matko - dziewczyna zaśmiała się, widząc moją reakcję.
- Ja mogę zostać- odzywa się chłopak - Jak oczywiście, to nie problem.
- Nie, nie będzie problemu - posyłam mu miły uśmiech, co odwzajemnia. 
Schodzimy na dół. Widzę jak blondynka szepta coś  do chłopaka. Cholera zrobili to specjalnie. 
- Idź do kuchni, prosto i w lewo - mówię do przyjaciela a sama odprowadzam przyjaciółkę do drzwi. 
- Pa kochanie - mówi całując mnie w policzek
- To specjalnie, prawda? - unoszę jedną brew w górę.
Rumieni się - Kocham Cię! - rzuca po czym śmieję się i wsiada do auta odjeżdżając.
Przewracam oczami, zamykam drzwi i idę do kuchni. Chłopcy siedzą przy stole namiętnie o czymś dyskutując.
- O czym tak rozmawiacie? - pytam nakładając swoją porcję makaronu na talerz.
- O niczym ważnym - odpowiada mój brat, wpychając do ust widelec.
- Mhm - siadam na przeciwko nich.
- O boże najadłem się - mówi Jase i wstaję od stołu dając brudny talerz do zmywarki. - To smacznego - mruczy i wychodzi.
On też był w zmowie?
 - Smacznego - mówię do Luka widząc, że ma już nałożoną swoją porcję na talerz, zapewne to robota Jasona.
- Dziękuję i wzajemnie - zerka na mnie uśmiechając się. 
Jej, on naprawdę powinien się częściej uśmiechać. 
- Dziękuję - szeptam skromnie nawijając na widelec makaron.
- Jak Ci się tu podoba? - pyta biorąc do ręki szklankę soku.
- Nie znam tu za wiele osób, więc na razie nie jest super. Myślę, że to się zmieni. - mówię, następnie wkładam makaron do buzi.
- Mogę pokazać Ci okolicę czy coś, mieszkam niedaleko. - uśmiecha się.
- Mógłbyś? - zerkam na niego.
- Czemu nie? - zaśmiał się.
- Nie chcę się nikomu narzucać - wlepiam wzrok w talerz nawijając na widelec kolejną porcję makaronu. 
- To ja proponuję, więc spokojnie. Nie narzucasz się - zapewnia mnie.
- W  porządku - wkładam do buzi widelec.
Uśmiecha się - gdzie macie zmywarkę? - pyta patrząc na mnie. 
- Zostaw to na stolę, ja to schowam. - odkładam sztućce na talerz i chwytam szklankę z sokiem, upijając z niej spory łyk.
- Kiedy masz czas? - pyta zerkając na mnie.
- Codziennie - odpowiadam i biorę nasze talerze i szklanki, po czym wkładam je do zmywarki. Widząc, że jest pełna włączam ją.
- Chyba powinienem już iść, nie chcę Ci przeszkadzać.
- Nie przeszkadzasz mi, cieszę się że mogę z kimś porozmawiać i że tą osobą nie jest mój brat. - śmieję  się cicho co chłopak odwzajemnia.
- W sumie mogę Ci dziś pokazać okolice, jeśli nie masz nic przeciwko. - znowu się uśmiecha a ja czuję jak miękną mi kolana.
- Tak to świetny pomysł, daj mi chwilkę. - odwzajemniam uśmiech. A on kiwa głową. Biegnę na górę, zakładając na moją bokserkę bluzę, którą ściągnęłam gdy przyszłam ze szkoły. Szybko poprawiam włosy i psikam się perfumami, następnie schodząc na dół.
- Możemy iść - mówię a chłopak lustruje mnie wzrokiem, po czym podchodzi do drzwi i je otwiera.
- Panie przodem - śmieję się i wychodzę. Zamyka drzwi i staję obok mnie.
- Dokąd chciałabyś pójść? - zerka na mnie.
- Nie wiem - wzruszam ramionami- po prostu pokaż mi okolicę.
- W porządku, w takim razie chodź - rusza a ja idę obok - Niedaleko od Ciebie mieszkam ja, co już  wiesz.
- O tak, to na pewno muszę wiedzieć - chichoczę.
- Oj nie czepiaj się. - zaśmiał się.
- Już, już. - unoszę ręce w obronnym geście. Chłopak znowu się śmieję.
Mija 30 min a ja już wiem, którą drogą pojechać do centrum, gdzie jest okoliczny sklep, gdzie park i jezioro.
- To moje ulubione miejsce- mówi Luke prowadząc mnie na długi pomost nad jeziorem, przy którym zacumowana jest mała łódka.
- Wow - rozglądam się dookoła, za nami jest park a przed błękitne niebo i duże jezioro. - Jak tu pięknie. 
Podchodzę bliżej końca pomostu i staję obok łódki - Twoja? - pytam zerkając na niego.
- Mhm - uśmiecha się - Jak będziesz grzeczna, kiedyś nią popływamy.
- Ej - szturcham go ramię- jestem grzeczna.
- Kogo ja tu widzę - odwracam się i zauważam White'a. 
- Kurwa mać - Luke klnie pod nosem.
 - Tobie serio nowe w głowie? - pyta unosząc brew w górę.
- Gówno Ci do tego - mój przyjaciel splunął.
- Woah spokojnie - unosi ręce w obronnym geście - Jak zaliczysz powiedz czy jest dobra, wypróbuję- śmieje się.
Muszę trzymać Luke, żeby się na niego rzucił.
- On to robi specjalnie, spokojnie. - szeptam do niego.
- Nie jetem dziwką jak Twoja dziewczyna - warczę.
- Moja dziewczyna nie jest dziwką - splunął patrząc na mnie.
- White, spierdalaj stad i daj spokój- staję przede mną, jakby nie chciał żeby Justin mógł mnie zobaczyć.
- Ta mała serio namieszała Ci w głowie. - kręci głową z rozbawieniem.
- Nie twój kurwa biznes - warczy do Jay'a.
- Luke mam dość, przepraszam. Dziękuję za dziś, było naprawdę miło - przytulam go szybko lekko się uśmiechając po czym schodzę z pomostu i ruszam ścieżką do chodnika.

  



Jak wrażenia? Sądziliście, że Lily tak zrobi?
Przepraszam, że tak długo czekacie. Mam sporo nauki :/ 
Do następnego ~ nobody