piątek, 16 stycznia 2015

Chapter One

- Cholerny budzik! - krzyczę, uderzając pięścią w dzwoniące czerwone ustrojstwo. Urządzenie z hukiem spada na podłogę.
- Ugh - ignoruję  to i znowu wsuwam się pod cieplutką kołdrę.
- Lily! - słyszę  głos Jasona.
Jase jest moim starszym, wkurwiającym bratem. Nie ma dziewczyny ponieważ jego była stwierdziła, że nie ma sensu być razem skoro się przeprowadzamy.
- Lily bo się spóźnimy! - wchodzi na górę, otwierając drzwi do mojego pokoju.
- Jeszcze 5 minut - mruczę, nasuwając kołdrę na głowę.
- Lilyane Katherine Wood! - krzyczy zdzierając pościel z łóżka.
- Kurwa Jase, nie mów tak do mnie. Wiesz że tego nie lubię! - rzucam w niego poduszką, którą łapie w locie.
-Ta, wiem a teraz chodź na śniadanie mała - mruczy po czym wychodzi z pokoju.
- Ugh! - fuczę powoli zwlekając się z łóżka. Podchodzę do łóżka i wyciągam czystą, koronkową bieliznę. Ruszam do łazienki, zamykam ją następnie rozbierając się do naga wchodzę pod prysznic. Odkręcam kurki i czuję jak gorąca woda spływa strumieniami po moim ciele. Biorę do ręki swój ulubiony żel brzoskwiniowy i zaczynam rozsmarowywać go po ciele, po czym dokładnie spłukuję pianę.
- Lily rusz się! - Jase nadal nie daje spokoju. Zirytowana wychodzę spod prysznica, owijając się puszystym ręcznikiem. Suszę się dokładnie po czym ubieram czarną bokserkę, szarą bluzę i dżinsowe ciemne rurki. Robię delikatny makijaż, chwytam torbę i schodzę na dół.
- No w końcu - mruczy mój brat z nad miski płatek, gdy tylko pojawiam się w kuchni.
- Siedź cicho - prycham w jego stronę i wrzucam do tostera dwie kromki chleba  a z lodówki wyciągam sok i nalewam go do kubka. Widząc, że kromki są gotowe wyciągam je i smaruje nuttellą.
- Masz 10 minut - rzuca i wstaję od stołu.
- Mhm - mruczę, wgryzając się w kanapkę.
Jase bierze kluczyki, narzuca plecak na ramię i wychodzi z domu. Gdy kończę śniadanie, idę do łazienki umyć zęby i psiknąć się ulubionymi perfumami. Następnie ruszam w stronę korytarza, zakładam czarne vansy, biorę torebkę i wychodzę. Widzę brata, który siedzi już w samochodzie czekając na mnie. Siadam w przodzie na miejscu pasażera.
- Oh brawo, w końcu się ruszyłaś - mówi odpalając silnik, po czym odjeżdża z podjazdu. Dopiero teraz zdaję sobie sprawę, że jadę do szkoły. To mój pierwszy dzień. Chyba wypadałoby zacząć od początku? Więc mam na imię Lilyane Wood aczkolwiek nikt się nie zwraca do mnie pełnym imieniem bo tego cholernie nienawidzę. Wolę jak mówią Lily lub Lil. Ale to nie o tym teraz mowa. Pewnie zastanawiacie się dlaczego nowa ? Przeprowadziłam się wraz z bratem do Kanady. Mieszkam jak na razie tylko z nim, mama załatwia sprawy związane z starym domem i tymczasowo mieszka z dziadkiem. A taty po prostu nie ma, zginął w wypadku. Chciałam tu mieszkać żeby zapomnieć, Chicago przypominało mi dawne czasy, co cholernie boli. Wyobraźcie sobie że w ciągu jednego roku spada na was tak wiele, dajecie radę? Nie? No właśnie, zaczynam nowe życie i na swój cel wybrałam Kanadę. 

- Lil - Jase szturcha mnie w ramię i orientuję się, że stoimy na parkingu przed ogromnym budynkiem.
- A więc to tu - myślę, wzdychając.
- Lily wychodzimy - rzuca mój brat otwierając drzwi od swojej strony.
- Tak, tak już - odpinam pas i gramoląc się wychodzę za nim, chwytając  w rękę torebkę.
- Wszystko dobrze? - pyta a ja czuję w jego głosie troskę. Kiwam głową.
- To powodzenia mała, widzimy się po południu. - uśmiecham się lekko i widzę jak znika mi z pola widzenia. Zostaję sama. Powolnym krokiem ruszam tą samą ścieżką co mój brat, kilkunastu nastolatków wlepia we mnie wzrok. Wyciągam telefon i udaję, że coś sprawdzam próbując zignorować ludzi wokół mnie. 
- Hej mała! - słyszę z boku lecz puszczam tą uwagę mimo uszu. Wchodząc do środka rozglądam się za sekretariatem, w którym mam odebrać plan lekcji. Poprawiam torbę, która lekko się zsunęła i idę w głębie korytarza. Po 5 minutach krążenia, udaję mi się znaleźć mój cel. Pukam a miły głos prosi bym weszła do środka.
- Dzień dobry - mówię zauważając za biurkiem brunetkę w okolicach czterdziestki.
- Dzień dobry - odpowiada lekko się uśmiechając - niech zgadnę, jesteś nowa i przyszłaś po plan ?
Kiwam głową, odwzajemniając uśmiech. Kobieta wstaję z krzesła podchodząc do ciemnych szafek, otwiera szufladę i grzebiąc w stertach różnych dokumentów wyciąga plan zajęć.
- Proszę - podchodzi do mnie, wręczając mi świstek papieru. - Gdybyś miała jakieś pytania, wiesz gdzie mnie szukać.
- Dobrze, dziękuję - mówię skromnie i wychodzę. Spoglądam na kartkę, pierwsza lekcja to biologia. Choć mam jeszcze 10 minut ruszam pod salę 36. Wolę być na miejscu przed dzwonkiem. Idąc po schodach znowu czuje na sobie spojrzenia innych, staram się ignorować gapiów co nie za bardzo mi wychodzi. Nie lubię być w centrum uwagi a będąc nową, widocznie jestem. W końcu znajduje się pod salą, dzwoni dzwonek i widzę jak uczniowie przepychają się do swoich sal. Stoję z boku co nie zmienia faktu, że co chwilę ktoś się o mnie obija. Czekam na nauczyciela, telefon wibruje mi w ręku co oznacza że mam nową wiadomość. Odblokowuję go i widzę że przyjaciółka z Chicago piszę. Uśmiecham się jak głupia do ekranu i chcę jej odpisać, lecz ktoś sprawia że urządzenie wypada mi z ręki.
- Mogłabyś się odsunąć, a nie szczerzyć w ten jebany telefon - warczy, schylam się po urządzenie, a gdy podnoszę wzrok zauważam tylko czarny kaptur za rogiem. 
Przyszedł nauczyciel i wchodzimy do środka sali, ja oczywiście na końcu. Rozglądam się i zauważam wolne miejsce na końcu klasy. Idę w tamtym kierunku, po czym zajmuję miejsce. Wyjmuję z torby notatnik i długopis, a gdy zostaję zauważona przez nauczyciela wstaję.
- Jesteś nowa, prawda? - pyta wlepiając we mnie wzrok.
- Tak -odpowiadam.
- Przedstaw się - kontynuuję a ja czuję że lekko się rumienię, przez spojrzenia wszystkich w klasie, które skupiły się na mnie. 
- Nazywam się Lilyane Wood - zaczynam cicho - To mój pierwszy dzień tutaj, wcześniej chodziłam do szkoły w Chicago, do Kanady przeprowadziłam się niedawno - chcę mówić dalej, lecz do klasy wpada ten sam chłopak przez którego spadł mi telefon. 
- Kurwa tylko nie mówcie, że on chodzi do jednej klasy razem ze mną - fuczę w myślach.
- White jak zwykle punktualnie - sarkastycznie zauważa nauczyciel, lecz chłopak zlewa jego wypowiedź i zmierza w moim kierunku.
- To moja ławka- warczy.
Nie wiem co powiedzieć, głos staję mi w gardle. Na moje szczęście nauczyciel ratuje mnie z opresji i mówi żeby chłopak usiadł ze mną i nie robił zamieszania. White wzdycha i zajmuję miejsce.
- Lily chcesz dodać coś jeszcze? - pyta znad dziennika.
- Nie - odpowiadam.
- W takim razie usiądź. - wykonuję jego polecenie, a on zaczyna lekcję.
Patrzę w tablicę próbując cokolwiek zrozumieć. 
- Spóźnialski, może ty nam powiesz co to Biotechnologia i  jaki jest jej podział? - oczy nauczyciela skierowane są na chłopaka, zerkam na niego i doskonale wiem, że nie zna odpowiedzi. Odwraca się w moją stronę i przyłapuje mnie, szybko odwracam wzrok znowu się rumieniąc.
- White wiesz ? - pyta lekko zirytowany pan Johnson.
- Nie wiem - odpowiada ja ja czuję lekki zapach nikotyny. On pali ?
- Jedynka - Chłopak prycha pod nosem i przez resztę lekcji słuchamy wykładu na temat najważniejszych procesów biotechnologicznych. 
W końcu słychać dzwonek, pakuję swoje rzeczy i wychodzę z klasy. Sprawdzam plan - godzina wychowawcza w sali numer 41, ruszam w stronę schodów.
- Hej czekaj! - słyszę za plecami.









Notka od autora.
No i mamy pierwszy rozdział :)
Nie wiele się w nim dzieję, ale takie już są początki. 
Mimo wszystko mam nadzieję, że zbiorę jakieś grono czytelników którym moje bazgroły się spodobają. Nie przedłużając, do następnego ~ nobody 

2 komentarze:

  1. Rozdział jest cudowny kochanie <3 Opisy są idealne i znajomość tylu słów jak i także zastosowanie ich.. cóż, powaliło mnie na łopatki.
    Czekam z niecierpliwością na kolejny rozdział!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jejku dziękuję, takie słowa to wielka motywacja :') Kocham mocno xx

      Usuń